Posiadanie to nie bezpieczeństwo

3
720
Posiadanie to nie bezpieczeństwo

Mam mnóstwo rzeczy. Mam elektronikę, której nie używam. Wywrotkę książek, z których większość przeczytałem raz, a części nawet nie otworzyłem. Mam mnóstwo ubrań i co najmniej kilka par butów, chociaż chodzę w dwóch parach na zmianę.

Mam kieliszki do białego wina, mimo, że nie pamiętam kiedy z nich ostatnio piłem. Mam też sporo talerzy i sztućców, chociaż mieszkam sam ze swoją wybranką.

Wszystko to trzymam na wszelki wypadek, bo może się przydać.

Czuję się bezpieczniejszy posiadając te wszystkie rzeczy, ale posiadanie nie gwarantuje bezpieczeństwa.

Posiadanie to nie bezpieczeństwo

(Zdjęcie: the_justified_sinner)

  • To, że czujesz się bezpieczniejszy, znaczy tylko tyle, że związałeś się emocjonalnie z dowolną rzeczą. To wszystko.
  • To, że masz samochód, znaczy tylko tyle, że możesz nie korzystać z transportu miejskiego.
  • To, że masz wielką szafę pełną ubrań, znaczy, że jesteś gotowy(-a) na ubranie się na każdą okazję.
  • To, że masz mieszkanie, znaczy tylko tyle, że nie musisz nikogo pytać o pozwolenie, żeby coś w nim zrobić.
  • To, że masz wielki dom, znaczy, że możesz przyjąć wielką liczbę gości, lub zrobić u siebie imprezę.
  • To, że masz dużo urządzeń elektronicznych, znaczy, że poradzisz sobie w każdej sytuacji, która będzie wymagała posiadania takiego urządzenia i ułatwi Ci komunikację ze światem.

Posiadając dużo rzeczy, łatwo jest się w tym pogubić, a wszystko trzeba w jakiś sposób utrzymywać, gdzieś trzymać, jakoś konserwować. Na to wszystko potrzebne są pieniądze, które wydajesz mniej lub bardziej świadomie.

Łatwo też zapomnieć, że rzeczy są po to, żeby służyły człowiekowi, a nie, żeby ładnie wyglądały i ograniczały Twoją wolność:
Co z tego, że masz ładny wazonik, skoro go nie używasz i służy on tylko jako zbieracz kurzu?
Co z tego, że masz piękny dywan, skoro nie pozwalasz po nim nikomu chodzić?

Jeśli chcesz się przekonać, ile rzeczy tak na prawdę potrzebujesz, ustal co może się stać najgorszego: strata pracy, pożar, wybuch wulkanu, cokolwiek, co uznasz za prawdopodobne. Mając tą sytuację przed oczami, pomyśl, co weźmiesz z sobą, aby przeżyć? Teraz na pewno wiesz co mam na myśli.

Ja mam dużo zbędnych rzeczy, a Ty?

[stextbox id=”info” caption=”O autorze” bcolor=”a6d995″]

Grzegorz Adamowicz - LifehackerGrzegorz Adamowicz (@gstlt) – kreatywny, z masą (czasem nieodpowiednich) pomysłów. Szuka nowych, lepszych sposobów na życie, korzystając z mądrości tych, którym się udało. Uwielbia fantastykę i fantastykę naukową. Woli czyn, niż słowa, choć nie stroni od pisania. Zgłębia magię, która przejawia się w niezwykłych rzeczach, które są w stanie dokonać pozornie zwykli ludzie i która siedzi gdzieś w każdym z nas, o czym można poczytać na jego blogu.[/stextbox]

3 KOMENTARZE

  1. to, że mam samochód, znaczy, że mogę o dowolnej porze dotrzeć w dowolne miejsce, w którym potrzebuję się znaleźć. no i że nie muszę tarabanić się autobusem z grubszymi zakupami ;-) nie wiem jak ty, ale ja nie mam na to czasu…

    to, że mam sporo elektroniki, znaczy, że mogę robić notatki na tablecie, zamiast zużywać co chwilę zeszyty, kalendarze i tony karteczek, czytać książki w postaci elektronicznej, zamiast stawiać dla nich kolejne półki, i przede wszystkim, że mam dedykowane urządzenia do poszczególnych zastosowań – a takie sprawdzają się znacznie lepiej w praktyce.

    w razie pożaru zabiorę zwierzęta, laptopa i kasę, resztę da się odkupić. nie znaczy to jednak, że reszta jest zbędna – znakomicie ułatwia życie i oszczędza naprawdę masę czasu. a czasu się już odkupić nie da ;-)

    pewnie, bez większości z tych rzeczy też da się żyć. tylko po co mam się umartwiać, skoro z nimi to życie jest wygodniejsze?