Nie jesteśmy na tyle bogaci, aby kupować tanie rzeczy, czyli dlaczego tanie rzeczy rujnują nasz budżet

5
1222
Nie jesteśmy na tyle bogaci, aby kupować tanie rzeczy, czyli dlaczego tanie rzeczy rujnują nasz budżet

Gdy Izraelczycy zaczęli otrzymywać od RFN rekompensatę za Holokaust, Michael Landsberger, ekonomista „Bank of Israel”, odkrył ze zdziwieniem, że rodacy otrzymujący duże kwoty zaczęli wydawać o 23% więcej, niż dotychczas. Ci, co dostawali mniejsze, wydawali nawet 2 razy więcej. Dlaczego tanie i darmowe nas deprawuje? Czy minimalistą może być odpicowany gość? Czytaj dalej.

Opłaca się rozdawać próbki – dobry sprzedawca, który przy okazji musi być psychologiem, wie, że dzięki temu zabiegowi wydasz o wiele więcej niż osoba, która celowo przyszła do sklepu po określoną rzecz.

Miało być o odpicowanym minimaliście i oto on – Joshua Millburn, autor bloga „The Minimalists”.

Dość barwna postać. Daleko mu do Leo Babauty, nie wspominając o Andrew Hide, który ma 15 rzeczy.
A mimo to ma o wiele mniej rzeczy, niż przeciętny Polak.

Coś go jednak wyróżnia na tle innych minimalistów – każdy z 288 artykułów, które zostawił na swojej liście, cechuje nie tylko bezwzględna przydatność, ale i … dobra jakość.

Popatrzcie na jego mieszkanie:

Joshua Millburn, autor bloga The Minimalists - mieszkanie - minimalizm

Czy czulibyście się komfortowo, pijąc herbatę z tym gościem? Czy nie uważacie, że dzięki brakowi zbędnych rzeczy moglibyście się skupić na tym, co ważne? W tym konkretnym przypadku na rozmowie (no dobra – jeszcze na smaku zaparzonej herbaty J).

A oto szafa Millburna – trzyma w niej to, co lubi:

 

Nie jesteśmy na tyle bogaci, aby kupować tanie rzeczy, czyli dlaczego tanie rzeczy rujnują nasz budżet

(Zdjęcia: The Minimalists)

 

Tanich (i zapewne beznadziejnych) koszulek po prostu się pozbył.

Mimo że markowa rzecz kosztuje więcej, sprawia o wiele więcej frajdy niż kupa koszulek firmy „no name”, leżących w kącie.
Lepiej się w nich czujemy. A i bardziej doceniamy.

Zanim dowiecie się o tym, co głoszą minimaliści-heretycy, chcemy wreszcie poznać Wasze zdanie nt. minimalizmu.

 

Czy według Was jest to kwintesencja lifehackingu? Czy zgadzacie się z zawartym w tytule przysłowiem angielskim?
A może w ogóle Lifehacker powinien omijać ten trend szerokim łukiem?

I, wreszcie – czy mniejsza ilość rzeczy oznacza większą wolność?

Zachęcamy do komentowania w komentarzach pod postem.

5 KOMENTARZE

  1. Nie zawsze te droższe rzeczy są lepsze od no name… Sama złapałam się na tym przy kupowaniu butów, no name służyły kilka lat, bardzo dobre służyły jeden sezon, nawet nie bo w trakcie pierwszego sezonu wymagały klejenia. Jeśli chodzi o ubrania, warto przyjrzeć się sklepom typu second hand, jeśli w danym momencie nie chcemy wydać więcej. Generalnie w ubraniach najlepszy jest styl klasyczny, który nigdy nie wychodzi z mody.

  2. Minimalizm nie wszędzie i nie do każdego pasuje. Trudno też jest jasno stwierdzić co daje większą wolność – niektórym pomaga brak rzeczy zbędnych i uwalnia ich od kłopotów (np.problemów z dbaniem o coś), a inni czują się w 7 niebie w momencie, kiedy otacza ich sporo rzeczy, które wyrażają ich osobowość.

    Ja zawsze ceniłem minimalizm ze względu na jego dużą praktyczność – w domu o wiele łatwiej się sprząta i szybciej można odnaleźć cokolwiek, a np. w oprogramowaniu ukrycie zaawansowanych funkcji pod minimalistyczną skórką powoduje, że łatwiej jest opanować sprawne posługiwanie się danym narzędziem.

    Za to zawsze powtarzam, że nie należy wpadać w skrajności – nawet minimalizm musi być praktyczny i dający zaspokojenie pełni naszych potrzeb. Nie może niczego brakować, nie może być też czegoś za wiele. Bo jeśli komuś nie jest potrzebne posiadanie 10 białych koszul a ma je tylko dlatego, że pasuje to do idealnego wypełnienia jego perfekcyjnej szafy… To to nie jest zdrowe.

    A co do tanich rzeczy: „kto kupuje tanio, ten kupuje 2 razy” – ta maksyma często się sprawdza i wiele osób po kilku nietrafionych zakupach zaczyna rozumieć, że „klient płaci i wymaga” ;) Co innego, kiedy kogoś nie stać na kupowanie drogich rzeczy – wtedy paradoksalnie nie stać go na minimalizm ;)