7 objawów tego, że zaczynasz rezygnować z własnych marzeń

17
2532
7 objawów tego, że zaczynasz rezygnować z własnych marzeń

„Jeśli potrafisz o czymś marzyć, to potrafisz także tego dokonać”.

Zaczynamy marzyć już w dzieciństwie. Myślimy, co chcielibyśmy osiągnąć w życiu, kim chcielibyśmy zostać i (czemu nie?) co pragniemy mieć.

Podobnie jak w przypadku czasu, jedynym zabójcą naszych marzeń jest sam człowiek. Strach i zwykłe lenistwo robią swoje – poddajemy się.

Istnieje 7 znaków ostrzegawczych, dzięki którym zorientujemy się, że zaczynamy rezygnować z marzeń.

7 objawów tego, że zaczynasz rezygnować z własnych marzeń

(Chris Devers)

 

1. Wymówki

Każdy robi wymówki.

Powiedz sobie „dość tych wymówek, zabieram się do roboty”. Każde pojawiające się „ale” będzie przykładem usprawiedliwienia przed podjęciem działania.

To prawda, że nie wszyscy z Was zdążyli już się przekonać do tweet-hacków, ale odnaleźliśmy wśród nich prawdziwą perełkę, która pokaże, jak działają wymówki.
Jest szansa, że pod koniec tego krótkiego wideo zrezygnujecie nawet z dalszej lektury tego artykułu.

→ Powiadasz, że brakuje Ci motywacji? Wideo

Wymówki wydają się logiczne, jednak to my je wymyślamy.
Rezygnacja z działania prowadzi do rezygnacji z marzeń – zrozumienie tego jest prostą drogą do sukcesu.

2. Strach

Prawdopodobnie założyciele wielkich firm: Apple’a, Microsoftu, Virgin też odczuwali strach; przede wszystkim, strach przed porażką. Jednak wiedzieli, że poddając się strachowi, zgadzają się żyć zupełnie inaczej, niż to sobie zaprojektowali w marzeniach.

Jaką zresztą mogli otrzymać nagrodę w przypadku zaniechania działania?
Po krótkotrwałej uldze i tryumfie siedzącego w nich lenia, bardzo żałowaliby swojej bierności.

3. Analizowanie

Czy myśleliście kiedyś, jak będziecie podążać za swoimi marzeniami? Nie warto, ponieważ to nie działa.
Marzenia jako całość składają się z mnóstwa drobnych elementów i myśląc o nich wszystkich możemy poczuć się przerażeni.

Dobrze jest poświęcić chwilkę na przemyślenie sprawy, ale dalej należy podążać za intuicją, ponieważ logika nie zawsze jest dobrym sprzymierzeńcem.
Tylko doświadczenie pozwala zrozumieć, co działa, a co nie.

4. Kiedyś

Jeżeli zapytacie kogoś o to, czy rezygnuje z marzenia, nie powie „nie” – w ten sposób ośmieszyłby się w naszych oczach. Co innego podkreślenie, że „już wkrótce” zaczniemy podążać za marzeniami i będziemy szczęśliwi.

To „wkrótce” może nigdy nie nadejść.

Jeżeli podejdziemy do sprawy w sposób właśnie logiczny, zrozumiemy, że w ogóle nie nadejdzie, ponieważ nie ma takiego dnia w kalendarzu!

5. Gdybym tylko…

Gdybym tylko miał (-a) pieniądze albo talenty. Gdybyśmy tylko urodzili się w innym kraju. Gdybyśmy tylko dostali w spadku kilkaset tysięcy.

Tylko tak jakoś się składa, że najbardziej znani biznesmeni, artyści itp. osiągnęli sukces wbrew wszystkiemu – bardzo często pochodzą z biednych krajów i zaczynali od zera.

6. Nie jestem…

Obawiasz się, że nie możesz zaoferować innym nic ciekawego?
Jeżeli tak, zobacz: to ci, co po prostu… nie zawracają sobie głowy tymi nic niewartymi zmartwieniami i po prostu robią to, co lubią, są coraz bliżej spełnienia swoich marzeń.

Obejrzyjcie jeszcze raz motywującą reklamę Nike.

Warhawk Matt Scott ma rozszczep kręgosłupa i „ma prawo” nic nie robić.
Zwróćcie jednak uwagę na jego minę, gdy mówi o wymówkach. Nawet myśląc o nich, odczuwa wstręt.

7. Ta zdradliwa strefa komfortu

Strefa komfortu jest dość wygodna, a mimo to odczuwamy… dyskomfort. Wstyd, ponieważ stać nas na więcej – w końcu marzymy o czymś więcej.
To, co urządza nas dzisiaj, może okazać się niewystarczające już jutro.

Co może być gorszego od człowieka, który bojąc się zrobić kilka malutkich kroków do przodu, przez całe życie drepcze w miejscu?
Nie każdy jest na tyle silny, aby decydować o losie innych, ale też nie każdy o tym marzy. We wszystkich pozostałych przypadkach wystarczy zostać panem własnego losu.

Polubicie to!

[via]

17 KOMENTARZE

  1. Ale dlaczego zakładasz, że spełnienie marzeń jest zależne od naszej woli? Jeśli coś, czego pragnę znajduje się w zasięgu moich możliwości, po prostu do tego dążę. Ew. rezygnuję jeśli uważam, że koszt jest zbyt duży.

    W efekcie zostają mi wyłącznie marzenia, których nie mogę sobie po prostu kupić, zrobi itp. Np te dotyczące zdrowia.

    • Odpowiedź będzie pokrętna – źle się dzieje, gdy spełnianie swoich marzeń pozostawiamy innym ;)

      Marzenia nie zawsze się spełniają, ale ile możemy zyskać po prostu do nich dążąc!
      Zdrowie? Ćwiczenia i zdrowa dieta potrafią w dość krótkim czasie zamienić brzydkie niezgrabne kaczątko w księżniczkę, względnie księcia.
      Podaj proszę jakiś przykład marzenia, koszt którego jest zbyt duży.

      • „Zdrowie?
        Ćwiczenia i zdrowa dieta potrafią w dość krótkim czasie zamienić
        brzydkie niezgrabne kaczątko w księżniczkę, względnie księcia.”

        No proszę – a ja myślałam, że celiakia, na którą choruję,  jest nieuleczalna i że muszę być na diecie bezglutenowej do końca życia.
        A pragnienie bycia zdrową jest właśnie takim marzeniem, którego realizacja nie zależy ode mnie tylko od naukowców prowadzących badania nad reakcjami immunologicznymi.

        „Podaj proszę jakiś przykład marzenia, koszt którego jest zbyt duży.”

        Np. czysta świeżo wykrochmalona i wymaglowana pościel zmieniana co tydzień. Sprawdziłam, że chodzenie do magla jest drogie i niewygodne, doszłam do wniosku, że efekt nie jest tego wart i piorę pościel w pralce.

        • Ciężko jest wypowiadać się nt. choroby, której się nie ma. Trzymamy tu za Ciebie kciuki – miejmy nadzieję, że w końcu wynajdą skuteczne panaceum.

          Wykrochmalona i wymaglowana pościel? TAK! TAK! TAK!

          Jeżeli to jest największe Twoje marzenie, można zrezygnować np. ze słodyczy ;)

          • @pl_lh „Trudno jest
            wypowiadać się nt. choroby, której sami nie mamy.”

            Ale moim zdaniem taka sytuacja jak
            u mnie jest raczej statystyczną zasadą niż wyjątkiem – tj.
            znacznie więcej chorób nie zależy od naszej woli, a ich wyleczenie
            zależy raczej od przypadku. Wyjątkiem są raczej odwrotne sytuacje
            typu np. rak płuc u palacza.

            „Wykrochmalona i wymaglowana
            pościel? TAK! TAK! TAK!

            Jeżeli to jest największe Twoje
            marzenie, można zrezygnować np. ze słodyczy ;)”

            Nie bardzo wiem, w jaki sposób
            rezygnacja ze słodyczy rozwiązałaby problem chodzenia do magla.

            Droga / drogi pl_lh! Nie wiem,
            jakiej jesteś płci, ale mam wrażenie, że zamiast dyskutować z
            moją tezą usiłujesz łapać mnie za słówka.

            A zamieszczony wyżej artykuł
            opiera się na fałszywej tezie, jakoby ludzie, którzy mają
            marzenia, mogą je osiągnąć, ale z różnych dziwnych powodów np.
            braku determinacji tego nie robią.

            Otóż ja osobiście nie znam
            takich idiotów. Zarówno ja sama jak i ludzie, których znam, jeśli
            marzą to o sprawach czy rzeczach, które pozostają poza ich
            zasięgiem. Np. o zdrowiu, o urodzeniu dziecka, o zmianie relacji w
            rodzinie.

          • Słodycze wzięły się stąd, że można z nich zrezygnować, aby nieco zaoszczędzić i regularnie chodzić do magla :)

            Sama przecież piszesz, że marzysz o tym ;)

            Można też pomyśleć, czego Ci brakuje, aby starczało pieniędzy zarówno na magiel, jak i słodycze :)
            Np. jakieś dodatkowe kursy, dzięki którym zaczniesz więcej zarabiać.

            Jeżeli zawarta w artykule teza jest fałszywa, obal ją.
            Jak na razie widać, że odmawiasz sobie przyjemności,które Ci się śnią po nocach ;)

            Ja bym poszedł do tego magla, ale z racji pralki z kilkoma programami nie muszę tego robić.
            Poza tym mam trochę inne marzenia.
            Traktuję je zresztą jako cele długofalowe – dzięki temu łatwiej jest o to walczyć.

            Pozdrawiam ciepło!

          • @ Polski Lifehacker

            „Sama przecież piszesz, że
            marzysz o tym ;)”

            No właśnie nie. Napisałam, że
            zrezygnowałam z tego marzenia, bo przyjemność płynąć z
            wykrochmalonej pościeli była mniejsza niż wysiłek związany z
            chodzeniem do magla.

            „Słodycze wzięły się
            stąd, że można z nich zrezygnować, aby nieco zaoszczędzić i
            regularnie chodzić do magla :) (…) Można też pomyśleć, czego
            Ci brakuje, aby starczało pieniędzy zarówno na magiel, jak i
            słodycze :) Np. jakieś dodatkowe kursy, dzięki którym zaczniesz
            więcej zarabiać.”

            Dla mnie kwestia uznania, że coś
            jest za drogie w stosunku do swojej wartości to zupełnie inna
            sprawa niż pytanie, czy stać MNIE na to. Myślałam, że to
            oczywiste. A tu okazuje się, że nie.

            „Ja bym poszedł do tego
            magla, ale z racji pralki z kilkoma programami nie muszę tego
            robić.”

            Jaka pralka załatwia Ci
            maglowanie? Czy Ty w ogóle wiesz, co to jest magiel?

            http://pl.wikipedia.org/wiki/Magiel

          • Magdalaeno X – z celiakią, cukrzycą czy rozrusznikiem serca da się żyć – czego Ty sama jesteś najlepszym przykładem. Myślę, że uwaga, którą musisz poświęcać każdego dnia na sprawdzanie tego, co zamierzasz zjeść, nie powinna pozostać niewykorzystana.

            Lifehacker zasugerował Ci skorzystanie z kursów, aby zwiększyć swoje dochody i móc sobie pozwolić na „ekstrasy” w stylu magla.

            Ja mam inną propozycję – myślę, że choć wymaga większej odwagi i determinacji, to gwarantuje lepsze efekty finansowe.

            Dla większości osób z Twoją chorobą wiedza na temat tego co można zjeść czy wypić jest zupełnie ewidentna. Wiem też z doświadczenia, że ogromna większość ludzi, którzy żyją z rzadkimi schorzeniami, nie ma ochoty dodatkowo „dowalać sobie” rozmawianiem na ten temat. Myślę, że to kompletna głupota.

            Twoja wiedza dla wielu osób może być bardzo cenna, bo pozwoli im uchronić od kłopotów, czy wręcz śmierci ich bliskich czy dzieci.

            Napisz bloga o swoim codziennym życiu, stwórz na jego podstawie NIE-TANIEGO e-book’a – wiem, że to brutalne, ale ludzie mierzący się z problemami, które będziesz opisywać, wydadzą każdą kwotę, aby posiąść nową wiedzę.

            W ten sposób Ty będziesz miała większy dochód i pozycję PRAWDZIWEGO eksperta w zakresie żywienia bezglutenowego, czy wręcz celiaklii. 

            A oni – bezcenną wiedzę, która może pomóc ich dziecku przeżyć kolejny, bezcenny dzień.

            Nie jestem osobą, która może Cię oceniać, ale sądząc po goryczy w Twojej wypowiedzi, sposób w jaki traktujesz swoją chorobę to też pewnego rodzaju „wymówka” – choć to oczywiście słowo kompletnie nie na miejscu.

            Daj coś z siebie! Spróbuj! Warto zawsze wyciągnąć rękę do innej osoby w kłopotach podobnych do Twoich. A i samej sobie też możesz w ten sposób pomożesz.

            Jak tylko „wyprodukujesz coś” ze swojej ogromnej PRAKTYCZNEJ wiedzy w temacie diety bezglutenowej, będę pierwszy, który sięgnie po Twoją książkę / e-book’a. Dzieci dwojga moich przyjaciół na pewno na Twojej wiedzy skorzystają.
            O D W A G I !

          • „Lifehacker zasugerował Ci
            skorzystanie z kursów, aby zwiększyć swoje dochody i móc sobie
            pozwolić na „ekstrasy” w stylu magla.”

            Zastanawiam
            się, dlaczego obaj popełniliście ten sam błąd. W mojej
            wypowiedzi „chodzenie do
            magla jest drogie i niewygodne, doszłam do wniosku, że efekt nie
            jest tego wart i piorę pościel w pralce” pomnęliście element
            wygody i skupiliście się na pieniądzach. W dodatku wyczytaliście
            (zupełnie bezpodstawnie), że to nie magiel jest za drogi, tylko że
            ja mam za mało pieniędzy. Przecież gdybym zarabiała więcej,
            magiel nie stałby się tańszy.

            „Napisz bloga o swoim
            codziennym życiu, stwórz na jego podstawie NIE-TANIEGO e-book’a –
            wiem, że to brutalne, ale ludzie mierzący się z problemami, które
            będziesz opisywać, wydadzą każdą kwotę, aby posiąść nową
            wiedzę.”

            Tak zupełnie poważnie – nie
            podoba mi się ten pomysł. IMHO jedną z lepszych dróg radzenia
            sobie z chorobą jest korzystanie ze wsparcia innych chorych – a
            wsparcie polega nie tylko na „sprzedawaniu” swojej wiedzy,
            ale także na korzystaniu z rad innych. I jeśli ktoś wygooglał tę
            dyskusję po słowie celiakia, to odeślę go na nasze forum
            http://forum.celiakia.pl , gdzie możne liczyć na masę rad –
            zupełnie za darmo.

            „W ten sposób Ty będziesz
            miała większy dochód i pozycję PRAWDZIWEGO eksperta w zakresie
            żywienia bezglutenowego, czy wręcz celiaklii.”

            Ale po co mi to? Ja już dostaję
            wystarczająco dużo uznania w dziedzinach, na których naprawdę się
            znam, a na moje dochody też nie narzekam. Może KASA i UZNANIE to są
            Twoje marzenia?

            Bo ja zdecydowanie wolałabym być
            ZDROWA.

          • Podsumowując, marzenia dotyczą czegoś, co możemy osiągnąć, podejmując w tym celu pewny wysiłek.
            Choroby co prawda nie wyleczysz, za to możesz pracować nad spełnieniem innych marzeń. Dzięki temu, gdy lekarze wynajdą lek na celiakię, radość będzie podwójna.

            Dużo optymizmu i wiary!