Zwierzenia właścicielki królika Tami: O czym należy pamiętać decydując się na zwierzę domowe

1
1451
Moduł sprawdzania pisowni OrphusWidzisz błąd na stronie? Zaznacz i kliknij Ctrl+Enter

Zwierzęta domowe mogą nas nauczyć prawdziwej bezwarunkowej miłości, odpowiedzialności oraz współczucia. A skoro o odpowiedzialności mowa, posiadanie zwierzaka powoduje większą dyscyplinę.

W dzisiejszej, zdecydowanie luźniejszej, lekturze na wieczór Lidia dzieli się swoimi uwagami nt. posiadania królika. Zwierzęta to nowy temat na Lifehackerze, dlatego potraktujcie ten wpis jako wprowadzenie do lifehacków o tej tematyce.

Zobaczyłam go i zakochałam się. Od pierwszego wejrzenia. Tak, jest to możliwe.
Zapewne, większość z Was pomyślała o Nim, ale nie. Nie będzie to kolejna ckliwa historia o miłości.

Choć częściowo tak, o takiej miłości bezgranicznej, niezobowiązującej, prostej i bezwarunkowej. Ale zacznijmy od początku.

Zwierzenia właścicielki królika Tami: O czym należy pamiętać, decydując się na zwierze domowe

(jpockele)

Zobaczyłam go na wystawie, w terrarium, w sklepie zoologicznym. Był malutki, puchaty, koloru grafitowego. Gdy jadł sianko, śmiesznie ruszał wąsikami. Zakochałam się w tym przepięknym puchatym zwierzątku od pierwszego wejrzenia. Jakże bardzo chciałam go mieć! W głowie słyszałam: „Kup go, jest taki słodki, będzie twój!”.

Ale ten drugi głos podpowiadał: „Kolejny obowiązek! Dać jeść, sprzątać, wymieniać ściółkę w klatce, po co ci to wszystko!?” I tak przez kilka dni myśli biegały, a raczej skakały wokół tej małej szarej puchatej kulki. Jeszcze koleżanki z pracy podkręcały atmosferę: „No kup go, potrzebujesz takiego odstresowującego śierściucha!”

Pewnie się teraz zastanawiacie, co wygrało – rozum, czy serducho? Jestem laską, więc co mogło wygrać?!
No jasne, że poszłam do galerii handlowej i w towarzystwie mego chłopaka nabyłam sierściucha łącznie z klatką i całym niezbędnym ekwipunkiem. Pewnie większość z was nawet nie zdaje sobie sprawy, co potrzebuje taka mała franca do życia.

Po pierwsze, klatka. Im większa tym lepiej. Jeśli nabędziecie małą, liczcie się z tym, że jak ten miniaturowy królik podrośnie, to wcale taki miniaturowy nie jest, jak myśli duża część ludzkiej populacji i będzie trzeba nabyć większą a to podwójny wydatek.

No bo niby na co nam się przyda pierwsza klatka? Ani kwiatka się w niej nie posadzi, ani to estetycznie nie wygląda, żeby w tym trzymać jakieś „szpergały”. Ja nabyłam sporą klatkę, coś ponad metr długości. Do dziś się w niej mieści i nawet nogi, znaczy się łapki wyciągnąć może przy wylegiwaniu.

Generalnie i tak założyłam, że puchacz będzie biegał po pokoju, oczywiście pod moją obecność.

Dość szybko tego pożałowałam, i wcale nie ze względu na pogryzione kable, ponieważ tego się spodziewałam i szybko zabezpieczyłam wszystkie zachęcająco wystające kable.

Oprócz jednego, od Internetu – kilka razy został przegryziony, a gdy wyczerpał mi się zapas kabli (pamiątka z akademika), nabyłam router. No i jak widać, dzięki małej francy poszłam do przodu z techniką i o jeden zawadzający kabel mam mniej w pokoju J

Ale wróćmy do ekwipunku. Kupiłam również porcelanową miskę na karmę, poidełko i kuwetę. To ostatnie służy jako ozdoba, gdyż mój królik urządził sobie w niej sypialnię i wcale nie chciał zmienić jej przeznaczenia. Czasem miska i kuwetka służą do wyładowania emocji, zołza łapie ząbkami i uderza nimi w klatkę. Ot tak, dla rozrywki.

Jakie jeszcze minusy posiada to małe długouche zwierzę? Jak już wspomniałam, biega sobie po mieszkaniu. No i niestety wtedy jako kuwetę używa podłogę koło meblościanki. Przycupnie w skupieniu i zostawia kopczyk bobków a czasem i gratis plamkę siuśków. Próbowałam zwierza nauczyć kultury, ale nijak to nie szło. W klatce, owszem, jedno miejsce na toaletę jest, ale poza klatką? no po części jest jedno miejsce, tylko dlaczego przy meblach?! Nawet przestawiłam meble na inną stronę. Efekt był taki, że się załatwia … tak, zgadza się po tej innej stronie przy meblach.

Próbowałam również metody mrówkowej. Pewnie nie wiecie o co chodzi.
Ponoć mrówki zostawiają sobie ślad, żeby wrócić w to samo miejsce, więc należy im zetrzeć szlak. Generalnie tarłam podłogę przeróżnymi środkami czystości, coby zbić go ze szlaku króliczego, ale niestety bez rezultatu. Poddałam się.

Za to codziennie mam obowiązkową gimnastykę, no bo mój królik zadbał, żebym po tylu godzinach pracy biurowej miała ruch, latam ze zmiotką i szufelkę po pokoju, sprzątam bobki a szmatką lub mopem? Domyślcie się co. No, ale jak niektórzy mawiają: „ruch to zdrowie”.

Pora na kolejny minus posiadania sierściuszka. Zastanawialiście się może kiedyś, po co są zwierzakom wapienka? Odpowiedź powinna brzmieć: żeby ścierały sobie na nich zęby?? Guzik prawda! Żeby nie zżerały kantów ścian! Tyle jest w sklepach zoologicznych dostępnych smaków i rodzajów, jabłkowe, pomarańczowe, popcorn, warzywne, naturalne? Wypróbowane zostały wszystkie, ale ściany i tak mam ogryzione? Może pasowałoby pogadać z jakimś murarzem, albo po prostu pójść do sklepu z materiałem budowlanym zamiast do zoologika?!

Zapomniałam jeszcze opowiedzieć o identyfikacji płciowej mojego futrzaka. Jak już wspomniałam na początku, słodziak niesamowity, puchaty, grafitowy i jakby to powiedzieć, wszędzie zarośnięty futerkiem. Pan w sklepie od razu stwierdził, że płci nie da się rozpoznać, gdyż królik jest za młody. Jako że swego czasu posiadałam dość spora gromadkę królików miniaturowych w domu, generalnie z przypadku, później przez osiem lat miałam jedną samiczkę, wiedziałam, że pan się po prostu nie zna, ale wstyd mu było się przyznać. Wątpię, żeby przyjmując sprzedawcę do zoologika, ktoś się pytał, czy potrafisz określić płeć chomika, tudzież królika. Teoretycznie i prawie praktycznie widziałam jak odróżnić samca od samiczki, ale w praktyce okazało się to być troszkę trudniejsze a to z powodów: po pierwsze, sierściuch mnie kopał i machał tylnymi łapkami, gdy próbowałam tam zajrzeć, po drugie, gdy mi się już udało, to okazało się, że futerko przysłania te dwie małe kropeczki. I weź tu bądź mądry. Po kilku próbach ustaliłam, że mój królik jest laską. Cieszyłam się, ponieważ nie chciałam samca, gdyż te należy wykastrować. Niewykastrowany samiec znaczy teren sikając i potrafi się zrobić agresywny.

Zanim jeszcze w pełni określiłam płeć mojej pociechy, to pojawił się temat imienia. Prawie jak z dziećmi. Imię musiało być łatwe do wymówienia, miłe  oraz charakterystyczne. Ale jak wymyślić imię, gdy nie ma się 100 procentowej pewności, co do płci. Jak dobrze, że to tylko zwierzak i można mu imię zmienić lub nadać jakieś neutralne. Pojawiało się wiele propozycji, Toudi, Tweety, Mała Mi, Divix, ale żadne nie było neutralne. Ponieważ uwierzyłam swoim zdolnościom określania płci i zdecydowałam się na tę Małą Mi. Ta Mała Mi jakie słodkie, ale źle się wymawia? TA mała MI. TAMI. Teraz jest lepiej.

A co do płci to już nie mam żadnych wątpliwości, jak złapała fazę na kopanie nory (króliki tak robią instynktownie, gdy mają mieć młode, gdyż rozmnażają się w jamach, oczywiście w środowisku naturalnym). Tak, u Tami obudził się instynkt macierzyński i nawet zaczęła nosić sianko do sąsiedniego pokoju, żeby sobie uścielić gniazdo. Tylko czekałam, kiedy zacznie rwać sobie sierść spod brzucha, żeby gniazdko było przytulniejsze, ale ona wpadła na lepszy pomysł i przyniosła sobie z łazienki, z niedomkniętej pralki śmierdzącą skarpetę współlokatora. A co sobie sierść będzie rwać! Co do kopania,  jako strategiczne miejsce wybrała sobie fotel. Szczęście w nieszczęściu, fotel jest przykryty polarowym kocem, który od jej nieustannego darcia łapkami wygląda jak sito. Normalnie przetarła w nim dziury! Franca mała! Ale ile przy tym radości i jej i mojej. Jak się zwija przy tym kopaniu, jaka zafrasowana, zajęta i skupiona. Aż miło popatrzeć. No i ściany są wtedy bezpieczne. Niestety, jak już pokonała koc, zajęła się fotelem. I tym sposobem muszę nabyć fotel, gdyż ten aktualnie ma piękną równiutką okrągłą, prawie jak od cyrkla dziurę wygryzioną króliczymi ząbkami. Gąbkę też wydarła. No comment.

Budzik. Każdy z nas używa tego sprzętu, przynajmniej ta część, która regularnie rano musi wstawać do pracy lub szkoły. Mój dzwoni o 6.10. A jak zapomnę włączyć to i tak nie ma mowy o zaspaniu do pracy. I wcale nie mam tu na myśli mego biologicznego budzika. Codziennie, punkt 6.15 włącza się mój naturalny, puchaty, szary budzik. Tami zaczyna gryźć kratki od klatki lub drapać pazurami. Robi przy tym niesamowity huk, bo jak można się domyśleć, metalowe pręty potrącone twardymi ząbkami wydają nieprzyjemny, głośny dźwięk, prawie jak na budowie. Nawet mi to nie przeszkadza, bo i tak muszę wstać do pracy, a to mnie mobilizuje, ponieważ muszę ją wypuścić na chwilkę biegania po pokoju? i skłaniałabym się ku dodaniu tej cechy do zalet posiadania królika, gdyby ten budzik dało się wyłączyć w weekend! Niestety, nie jest to królik Duracell i nie da się wyjąć baterii. A czasami szkoda. Aczkolwiek, po pewnym czasie przestaje nam to przeszkadzać i potrafię przysłonić głowę poduszką i spać dalej.

Papu. Gdyby nie ona, to czasami żywiłabym się tylko chlebem z wędliną, a tu taka mobilizacja, bo jak pójdę do sklepu to i marchewkę nabędę, pietruszkę, rzodkiewkę, sałatę, jabłka a  czasem nawet jakieś ziarenka czy płatki. Posiadanie królika wpływa pozytywnie również na nasze odżywianie, ponieważ mamy możliwość poszerzenia swego jadłospisu i uzupełnienia go o kilka bogatych w witaminy posiłków.

Generalnie królik żywi się siankiem i karmami, które są dostępne w sklepach (nawet w Rossmannie, informację uważam za ważną dla tych, którzy nie zdążą kupić karmy przed zamknięciem sklepu zoologicznego, gdyż te zamykane są dość wcześnie, nie licząc tych w galeriach, gdzie i ceny są iście „galaryjskie”).

Wierzę, że moimi zwierzeniami nie zniechęciłam nikogo przed zakupem królika miniaturowego, ale również mam nadzieję, że niektórym uświadomiłam, że jest to decyzja na najbliższych kilka lat i musi być podjęta świadomie i odpowiedzialnie. Jest to żywe zwierzątko wymagające opieki, czasu, oraz to, że nie da się go wyłączyć i po udanej zabawie schować do szafy.

 

Ach, i jeszcze jedno: czy wiecie, że możecie używać królika do… otwierania kopert?

[stextbox id=”info” caption=”O autorze” bcolor=”a6d995″]

Lidia Barbara Krówka - Lifehacker PolskaLidia Barbara Krówka (GoldenLine).

Moje hobby to grafika, kreacja artystyczna, fotografia.
W wolnych chwilach zajmuję się robieniem plakatów, dyplomów, modyfikowaniem zdjęć itp.

Oprócz tego wykonuję tłumaczenia z i na język słowacki (jestem magistrem filologii słowackiej).[/stextbox]

  • oj jak ja nie lubię takiego podejścia: najpierw kupić pod wpływem chwili zwierzaka, a potem zastanawiać się jak go oporządzić-imho skrajnie nieodpowiedzialne i tak to można sobie podchodzić do zabawek, którym nic się nie stanie, jak je się rzuci w kąt.
    Iluż ja mam takich znajomych: podoba się dziewczynie Beagle, wszyscy mówią, że to nie pies dla niej, ale ta kupuje beagla a za 3 miesiące szuka dla niego nowego domu.
    Albo ludzie, którzy chowają po 1 szczurze-mimo, że to zwierzęta stadne.
    Makabra.

    Ten fragment jednak podsumowuje wszystko:”jest to decyzja na najbliższych kilka lat i musi być podjęta
    świadomie i odpowiedzialnie. Jest to żywe zwierzątko wymagające opieki,
    czasu, oraz to, że nie da się go wyłączyć i po udanej zabawie schować do
    szafy.”