Zapomnij o SEO*: zobacz, jak pisać posty wirusowe

1
847

Niekoniecznie trzeba pisać w celu przyciągnięcia algorytmów Google. Należy pisać tak, by przyciągnąć uwagę ludzi, którzy udostępnią nasze artykuły. Wyrzućmy SEO do śmietnika i zacznijmy pisać posty wirusowe.
Jeżeli uważacie, że to są słowa wariatów, wskażemy co najmniej dwóch wydawców, którzy dość ściśle trzymają się tej zasady.

Zapomnij o SEO*, zobacz, jak pisać posty wirusowe

(Foto: dctim1)

The New York Times oraz The Atlantic.

Dziennik The New York Times skupił się na budowaniu marki, lojalności oraz społeczności, w odróżnieniu od farm takich jak About.com, które całkowicie polegają na SEO. To jest powód, dlaczego NYT odniósł korzyści z prowadzenia płatnych postów – czegoś, co zdaniem wielu było skazane na porażkę.

Z drugiej strony, gdy The Atlantic wyłączył na początku 2008 płatny dostęp do swoich materiałów, grono jego czytelników wzrosło z 500 000 do 13,4 mln odwiedzających miesięcznie.
Myślicie, że to za sprawą jakichś sztuczek SEO? Wcale nie.

Zatrudnili do tworzenia treści znanych autorów, uruchomili dwa nowe projekty internetowe i zbudowali reklamy tak, by to wszystko było opłacalne.

Zmienili również swoją strategię redakcyjną, by dostosować się do krajobrazu mediów społecznościowych i wykorzystać the platform jako źródło odwiedzin. 40% ich ruchu pochodzi teraz z mediów społecznościowych.

Jeden z dyrektorów The Atlantic, Scott Havens, powiedział Mashable: „Tak naprawdę [nasi autorzy] nie myślą już o SEO, lecz o tym, jak pokazać historię, by stała się wirusowa.

No to jak – chcecie, by wasze historie stały się wirusowe? Popatrzmy, jakie to szalenie proste…

Krok nr 1: Piszcie nagłówki używając tej techniki

Autorzy The Atlantic odpowiadają za nagłówki swoich artykułów. Nie jest to łatwe, są jednak pewne metody, które można wykorzystać do tworzenia wirusowego nagłówka.

Ta technika nazywa się „4U”:

Każdy z powyższych nagłówków zawiera jeden albo więcej nagłówków U. A więc jedną z tajemnic wirusowego nagłówka – możliwie jak najwięcej U!

Krok nr 2: Pozwól profesjonalistom na przepisanie swojego nagłówka

Możesz być mistrzem treści. Być może wykorzystujesz również 4U do stworzenia krzyczącego dobrego nagłówka, a jednak nie oznacza to, że nie może być lepiej.

Dobrze mieć kogoś, kto ma doświadczenie w pisaniu nagłówków. Taka osoba może przepisywać twoje nagłówki. To jest coś, co robią chłopaki i dziewczyny z The Atlantic.

Po tym, jak autor napisze swój artykuł z preferowanym nagłówkiem, redaktorzy danego kanału często taki nagłówek przepisują.
Zdarza się, że następnie taki nagłówek jest przepisywany przez redaktora strony głównej. Co więcej, często te nagłówki są po raz kolejny przepisywane przed publikacją na Twitterze oraz Facebooku.

Krok nr 3: Twórz zabójczą treść

Powiedzmy sobie wprost: SEO, copywriting, content marketing, … a nawet serwisy społecznościowe – to wszystko wcale nie jest sexy. Ciężko jest podniecić ludzi możliwymi problemami spowodowanymi przez algorytmy wyszukiwarki lub 15 najnowszymi metrykami na Twitterze, nie wspominając o tym, by zrobić z tego posty wirusowe.

Co zatem należy zrobić? Trzeba zamienić swoje pomysły w zabójczą treść. Oto cztery podejścia:

  1. Kontrowersje. Według Słownika języka polskiego, kontrowersja to „rozbieżność opinii pociągająca za sobą dyskusje i spory”. Jeżeli napiszemy, że Google rządzi jako wyszukiwarka, nie wzbudzi to wielkiej sensacji. Co innego, gdy napiszemy, że Google nas szpieguje. Zadanie polega na tym, by dotknąć czułych punktów ludzi – coś, co jest dla nich niezwykle drogie (lub coś, co szczerze nienawidzą). Np. jeden z poprzednich postów na Lifehackerze – Jak pozbyć się reklam z Kindle 4 with Special Offers miał kilka tysięcy odsłon i zainteresował nie tylko tych, co chcą kupić coś na Amazonie, ale też tych, którzy poczuli się oburzeni z powodu tematu. Dobrym przykładem może być również post 30 rzeczy, które należy przestać sobie robić z grudnia ubiegłego roku, który dotyczy nas samych (uzbierał ponad 99.000 odsłon, ponieważ ludzie chcieli dowiedzieć się, co takiego sobie robią).
  2. Na czasie: Co gorącego znajdziemy teraz w Google Trends? Nagie zdjęcia księcia Harry’ego? Wizyta patriarchy Moskwy Cyryla? Objawy Gorączki Zachodniego Nilu? Letnie Igrzyska Olimpijskie 2012?
    Można napisać artykuł o nagłówki „Do jakich wniosków doszedłem, gdy wreszcie obejrzałem skandaliczne nagie zdjęcia księcia Harry’ego”.
    Nazwa jednego z najpopularniejszych postów opublikowanych przez The Atlantic „USA nie zdaje sobie sprawy z tego, jak mało jest gejów na świecie”. Pod artykułem aż się roi od komentarzy na temat seksu pomiędzy osobami tej samej płci.
  3. Listy: Standardowe podejście, które jest ciągle wykorzystywane, a jednak nadal „kręci” ludzi. Listy łatwo się czyta. Łatwo się je udostępnia. Pamiętacie 10 życiowych zasad, co do których mama miała świętą rację? To właśnie przykład takiego posta.
  4. Inspiracja: Jeżeli korzystacie z Wykopu, wiecie, ile postów jest wykopywanych tylko dlatego, że dają inspirację.
    Wydaje się, że ludzie uwielbiają, gdy słabeusz wygrywa. Przykład z naszego lifehackingowego podwórka: Jak rzucić pracę, przenieść się do raju i zarabiać na zmienianiu świata?

Istnieją tuziny różnych strategii pisania zabójczych postów. To były zaledwie niektóre z nich.

*Czy to oznacza, że SEO jest martwa?

Nie, SEO nie jest martwa. I nie dlatego, że OptArt się tym zajmuje… Po prostu SEO bardzo się zmieniła i jest coś, czego nie można już ignorować: „społecznościowość” bardzo wpływa na pozycje w wynikach wyszukiwania.
Przykładowo Google+ czy Search Plus Your World to konkretne kroki Google, nie tylko skierowane na przyciągnięcie użytkowników, ale również to, jak ludzie szukają.

Podobnie wygląda sprawa, zbadana przez branded3 (jak tweety wpływają na naszą pozycję w wynikach wyszukiwania).
Tak więc SEO jest nadal w grze, choć osłabiła wyraźnie swoją pozycję. Kiedyś to była podstawowa droga do sukcesu. Teraz jest nią pisanie postów wirusowych.

[via QuickSprout]

OptArtAgencja Interaktywna OptArt świadczy usługi z zakresu projektowania, tworzenia i wdrażania stron WWW opartych na systemach CMS. Takie projekty są także poddawane optymalizacji i konserwacji.

Wizytówką OptArt jest najwyższa jakość kodu, umożliwiająca wyróżnienie się na szarym tle tysięcy stron internetowych