Teoria czterech palników: od czego zależy balans praca-życie

2
1357
Moduł sprawdzania pisowni OrphusWidzisz błąd na stronie? Zaznacz i kliknij Ctrl+Enter
Teoria czterech palników: odwrotna strona balansu praca-życie

Wyobraźmy sobie, że nasze życie to właśnie kuchenka z czterema palnikami. Każdy palnik symbolizuje jeden z głównych obszarów waszego życia (1. rodzina, 2. przyjaciele, 3. zdrowie, 4. kariera).

Żeby cokolwiek osiągnąć w tym życiu, należy popatrzeć surowej prawdzie w oczy: nie da się siedzieć naraz na dwóch krzesłach. Bardzo dobrze to ilustruje teoria czterech palników.
Bycie człowiekiem, któremu wiele się udaje, wymaga wyłączenia jednego z palników. Bycie człowiekiem sukcesu wymaga wyłączenia dwóch.

(Zdjęcie: Flickr/Steven Depolo)

Kilka różnych spojrzeń na teorię czterech palników

Kiedy usłyszałem po raz pierwszy o teorii czterech palników, pierwszym odruchem było „oszukanie systemu”. No sami pomyślcie — co, jeśli połączymy dwa palniki w jeden, na przykład, rodzinę i przyjaciół? Tak sobie myślałem.

Albo inaczej — może uda mi się skomasować zdrowie i pracę? Zdaję przecież sobie sprawę, że siedząca praca szkodzi zdrowiu, spróbuję pracę na stojącą. Znamy korzyści, wiemy, jakiego biurka do pracy na stojąco mniej więcej szukać.
Tylko coś mi zdaje, że zalatuje to herezją. Będę zdrowy tylko dlatego, że pracuję na stojąco? Będę odważnym buntownikiem i pogromcą systemu, nie zapinając pasów bezpieczeństwa w samolocie albo swoim aucie?

Dochodzimy do sedna. Próbuję wynaleźć obejście tylko dlatego, że nie mogę zmierzyć się z rzeczywistym problemem. W życiu zawsze trzeba z czegoś z rezygnować (korelacja korzyści i strat). Jeśli chcemy mieć powodzenie w pracy i małżeństwie, przyjaciele i zdrowie zejdą na dalszy plan. Jeśli chcemy cieszyć się doskonałym zdrowiem i być wzorowym rodzicem, trzeba będzie, jak amen w pacierzu, poskromić swoje ambicje zawodowe. Może wreszcie podzielić siebie na wszystkie cztery palniki, ale wtedy nigdy nie rozwiniemy swojego potencjału w tej czy innej sferze.

Czy teoria 4 palników pozostawia mnie sam na sam z tym dylematem?

Zawsze musimy wybierać. Co byście wybrali: niezrównoważone, ale wysokoproduktywne życie w określonym obszarze, czy wyważone, gdzie nie zwiększymy swojego potencjału w konkretnej dziedzinie? Czy jest sposób, by uzyskać równowagę między życiem a pracą?

Opcja nr 1: Oddajemy palnik w outsourcing

Przez cały czas przekazujemy innym niektóre aspekty naszego życia. Kupujemy fast-food, żeby nie gotować. Oddajemy odzież do pralni chemicznej, żeby oszczędzić czas na praniu. Naprawiamy samochód w serwisie (albo oficjalnego dystrybutora, żeby nie stracić gwarancji), ponieważ nie chcemy tego robić w domu.

Outsourcing, podzlecenie niektórych obszarów życia (pralniomaty, usługi concierge i in.) pomoże zaoszczędzić czas i poświęcić go na coś ważniejszego.
Czy można zastosować dane podejście do jednego obszaru życia po to, żeby móc skupić się na trzech pozostałych?

Przykładem praca. Dla wielu ludzi jest najgorętszym palnikiem na kuchence. To tutaj spędzają najwięcej czasu, a więc jest to ostatni palnik, jaki woleliby wyłączyć. Teoretycznie przedsiębiorcy i właściciele biznesów mogą zlecić na zewnątrz palnik „praca”. Dla sceptycznych — książka Tima Ferrisa „4-godzinny tydzień pracy”.

Albo weźmy na przykład wychowanie dzieci. Pracujący rodzice często zmuszeni są do outsourcingu palnika „rodzina”, znajdując nianię albo przedszkole dla dzieci.
Takie outsourcowanie może wydawać się niewłaściwe, lecz podobnie jak z pracą, rodzice płacą komuś za to, żeby mieć czas na podtrzymanie ognia innych palników. W ten sposób wyswobadza się czas, który można spożytkować gdzie indziej.

Przewaga outsourcingu polega na tym, że możemy podtrzymać płomień palnika, nie tracąc na to swojego czasu. Mankamentem niestety jest brak naszego udziału. Przedsiębiorcy, malarze i pisarze, których znam, będą bardzo się nudzić, nie mogąc codziennie nad czymś pracować.
Wszyscy rodzice, których znam, wolą spędzać czas z dzieckiem, zamiast oddać je do przedszkola.

Outsourcowanie podtrzymuje ogień, ale zawsze kosztem czegoś.

Opcja nr 2: akceptacja ograniczeń

Jedną z najnieprzyjemniejszych części teorii czterech palników jest to, że rzuca światło na nasz niezrealizowany potencjał.

Gdybym miał więcej czasu, mógłbym więcej zarobić, lepiej wyglądać, spędzać więcej czasu w domu.

Pamiętacie Warhawka Matta Scotta z motywującej reklamy Nike?

Jednym ze sposobów rozwiązania problemu jest przeniesienie fokusu z chęci posiadania więcej czasu na maksymalizację tego czasu, którym już dysponujemy. Inaczej mówiąc, akceptujemy istniejące ograniczenia. Zadajmy sobie pytanie: „Jak stać się bardziej maksymalnie efektywnym, mając do dyspozycji określony zestaw ograniczeń?

Przykłady:

— W moim przypadku w grę wchodzi tylko praca od 9 do 5 wieczorem. Jak mogę zarobić w tym czasie, maksymalną możliwą ilość pieniędzy?
— Załóżmy, że mogę pisać tylko przez 15 minut dziennie. Jak mam w takich warunkach szybciej skończyć książkę?
— Przyjmijmy, że mogę poświęcić wysiłkowi fizycznemu tylko 3 godziny dziennie? Jak mogę osiągnąć najdoskonalszą formę?

Tego typu pytania zmuszają do kierowania uwagi na pozytywne rzeczy (maksymalne wyciśnięcie czasu z tych 24 godzin, którymi dysponujemy, por.: Lifehacker. Jak żyć i pracować z głową) i odstawić negatyw na bok (niepokój spowodowany przez myśli o ciągłym braku czasu). Wykrystalizowane i dobrze skonkretyzowane ograniczenia potrafią w gruncie rzeczy podnieść naszą produktywność.

Bezspornie takie podejście również ma swoje wady. Przyjęcie ograniczeń oznacza pogodzenie się z tym, że niewystarczająco pracujemy w celu zwiększenia potencjału. Istnieje mnóstwo sposobów jak pracować mądrzej, ale nie ciężej, jednak równie ważne jest to, na co tracimy swój czas. Spędzanie więcej czasu w pracy lub wykonywanie większej ilości zadań nie oznacza automatycznie wyższej produktywności. Najlepszy wskaźnik produktywności to osiągnięty wynik.

Opcja nr 3: okresy życia człowieka

Trzeci sposób efektywnego zarządzania czterema palnikami to podział życia na okresy. Co, jeśli zamiast szukać równowagi między pracą a naszym życiem, podzielimy je na okresy, z których każdy będzie poświęcony konkretnemu obszarowi?

Kontakt z przyjaciółmi nie zawsze jest ważniejszy od rodziny. Zależy to od wieku człowieka, jego światopoglądu i samoświadomości. Logiczny jest podział życia na sezony i koncentracja na każdym palniku po kolei. W wieku 20 lat łatwo jest uprawiać sport i budować karierę. Możliwe, że za parę lat zechcemy również założyć rodzinę. A jeszcze odczujemy potrzebę w mocnym przyjacielskim ramieniu, zechcemy spędzać więcej czasu z przyjaciółmi.

Nie trzeba rezygnować z marzeń, bo sprawiają, że wszystkie 4 palniki mogą jednocześnie się palić. Możliwe, że w pewnym okresie życia należy obdarzyć specjalnymi względami którąś ze sfer.

James Clear, którego blog natchnął nas na ten wpis, buduje swój biznes i choć dobrze mu się powodzi, widzi w tym sporo wad. Przestał widywać się z przyjaciółmi, a palnik „rodzina” pali się na połowę mocy.

Odezwijcie się w komentarzach. W jakim jesteście wieku i które palniki wyłączycie po tym artykule?

  • ldz85

    podchodząc do sprawy logicznie to o ile się nie ma zaplecza w postaci bogatych rodziców to w moim wypadku mając 30 lat i zarabiając 2100 na rękę mogę pomarzyć o palniku rodzina bo nie mam kasy na własne mieszkanie. Palnik kariera pali się na pół gwizdka bo mam takie a nie inne ograniczenia kompetencyjne a w miejscu w którym mogę pracować nigdy nie zarobię na tyle by móc mieć jakiś start typu swoje 4 kąty. Niby nie jest źle bo wynajmuję kawalerkę i jeżdżę rozklekotanym 15letnim autem. Zdrowie to kurek który nigdy mnie specjalnie nie kręcił więc jest zakręcony. Wychodzi na to że mam otwarte 1,5 kurka (bo kilku przyjaciół mam) a życie i tak jest mało perspektywiczne. Więc nie wiem co tu jeszcze zakręcić. ;] Może mam zbyt wybujałe ambicje ale uważam, że czasy są chore bo żeby mieć pieniądze po to żeby móc mieć perspektywę trzeba zakręcić wszystkie kurki prócz pracy. A potem nie ma się i tak czasu na to żeby kogoś poznać lub o siebie zadbać. Pozdrawiam

  • Marcin

    Czytacie mi w myślach