Twórca Twittera i Square o łączeniu pracy w 2 firmach

3
682
Moduł sprawdzania pisowni OrphusWidzisz błąd na stronie? Zaznacz i kliknij Ctrl+Enter

Mieliśmy nie lada dylemat, zastanawiając się, czy ta osoba powinna trafić na Lifefackera.

35-latek, twórca serwisu Twitter i założyciel Square, Jack Dorsey, pracuje 16 godzin dziennie, dzieląc ten czas pomiędzy dwie wcześniej wymienione firmy.
W 2008 roku został nominowany do listy TR35 wydawanego przez Massachusetts Institute of Technology czasopisma Technology Review jako jeden z 35 najwybitniejszych światowych innowatorów poniżej 35 roku życia.

Umówmy się, że nie jest to Tim Ferriss.
Dzieli ich przepaść i chodzi nie tylko o to, że Ferriss zwyczajnie lepiej wygląda i najwyraźniej poświęca więcej czasu na sport i życie towarzyskie.

Podczas gdy Ferriss kieruje się zasadami zawartymi w swojej książce 4-godzinny tydzień pracy, w przypadku Dorsey praca wypełnia większość dnia – po wyjściu z jednej firmy, gdzie spędza 8 godzin, natychmiast udaje się do biura innej, gdzie czeka go kolejnych 8 h pracy.

Nie zmienia to jednak faktu, że mamy do czynienia z kimś niezwykle dobrze zorganizowanym.

Co cechuje podejście Jacka Dorsey do pracy? Koncentracja oraz całkowite separowanie spraw.

Twórca Twittera i Square o łączeniu pracy w 2 firmach(cibervoluntarios)

Zacznijmy od weekendów.
Jest to czas, kiedy może odpocząć od pracy: w soboty jeździ na rowerze, z kolei niedziele spędza na medytacji i opracowywaniu strategii.

Co do pozostałych dni tygodnia, każdy z nich jest poświęcony jednemu z obszarów pracy – Dorsey przestrzega tego z inżynierską dokładnością.
Jak mówi, ciągle napotyka coś, co go rozprasza, jednak przywołuje siebie do porządku, powtarzając, że dany dzień jest poświęcony sprawom z konkretnego worka i nic nie ma prawa tego zmienić.

  • Poniedziałek: organizacja spotkań oraz bieżące sprawy w firmie;
  • Wtorek: rozwój produktu;
  • Środa: marketing, komunikacja oraz wzrost;
  • Czwartek: developerzy oraz partnerzy biznesowi;
  • Piątek: firma i jej kultura.

 

Co sądzicie nt. metodologii Dorsey’a?

[via]

  • Anonim

    Jak dla mnie totalna bzdura. Po pierwsze w przypadku większości osób 16h pracy + przemieszczanie się + higiena + jedzenie = brak/mała ilość snu = spadek wydajności. A po drugie, to jak bym wiedział, że w każdą sobotę robię to, w piątek tamto, to po kilku miesiącach/latach wpadłbym w rutynę = spadek kreatywności. Po trzecie, to dwie powyższe kwestie są wstępem do stanów depresyjnych = spadek samoakceptacji. Już nie mówię o tym, że życie czasem wymaga spontaniczności. Jak dla mnie ta technika rozwoju siebie, ten pomysł na kreowanie swojej rzeczywistości jest po prostu skrajnością. A skrajności (zazwyczaj) odrzucam.

    • Anonim

      „Bzdura”, ponieważ odrzucasz takie podejście do pracy, czy też nie wierzysz, że facet osiągnął spore sukcesy dzięki takiemu systemowi? Myślisz, że udało mu się do tego dojść wbrew tej metodologii? Nieprzypadkowo w tekście znalazł się fragment o Ferrisie – jego podejście jakoś bardziej do nas przemawia. Tyle że stosowana przez Dorseya koncepcja niełączenia (grupowania) spraw wydaje się warta przejrzenia.

      • Uplo

        „Bzdura” w kontekście tego, co napisałem w kolejnych zdaniach mojego komentarza, czyli odrzucam (mając za tym solidne argumenty) nie tylko takie podejście do pracy, ale też samą ideę „reklamy” takich zachowań i przedstawiania ich w ujęciu sukcesu tak dużego, jakim stał się twitter ;)
        Oczywiście nie można powiedzieć, że czas pracy nie ma wpływu na sukcesy zawodowe. Bo ma i to w dwie strony – jeśli pracujemy za mało, to nie jesteśmy w stanie prowadzić dokładnych prac wielowątkowych. Jeśli liczba godzin pracy jest zbyt duża, to z kolei cierpi na tym nasze zdrowie (złe odżywianie, mało sportu, ryzyko zawału), psychika (stres, depresja, problemy ze skupieniem) oraz życie towarzyskie (brak kontaktu ze światem innym niż ten „pracowy” często wpływa też na kreatywność i innowacyjność w działaniach).
        Nie znam życiorysu tego konkretnego gościa, więc trochę będę wróżył z kart – ale zazwyczaj jest tak, że na sukces składają się przede wszystkim:
        – pomysł (czasami jeśli jest genialny, to sprzedaje się sam)
        – szczęście (może nie takie jak w lotto, ale jednak)
        – zaplecze (zarówno finansowe, jak i doświadczeń, zasobów ludzkich itd.)
        – wkład pracy (czasem nawet bardzo duży, ale nie jest to regułą)
        Wydaje mi się, że facet jest na tyle ambitny, że nie chce odpuścić żadnej fazy decyzyjnej (pilnuje wszystkiego sam) i najpierw pracował jak człowiek, a potem rozmach projektów i własne ego przestały mu na to pozwalać i teraz jest takim smętnym bohaterem swoich poukładanych 16h pracy, bez odrobiny finezji.