Syndrom mnicha na 3 dni

0
771

Masz przez krótki czas obsesję na punkcie czegoś i całkowicie się temu oddajesz, by już za parę dni zrezygnować? W języku polskim nazywamy taki stan „słomianym zapałem”. Japończycy mają własną definicję – „mnich na trzy dni”.

Gdyby sięgnąć pamięcią wstecz, przypomnimy sobie mnóstwo przykładów z własnego życia – gdy zaczynaliśmy ćwiczyć, zabieraliśmy się za lekturę jakiejś książki lub podejmując naukę języka.

„Trzydniowy mnich” niewiele osiąga, ponieważ krótki zapał nie pozwala mu na osiągnięcie czegokolwiek sensownego. Jak można uzyskać zgrabną sylwetkę ćwicząc przez tydzień, a następnie to porzucając? Albo uczyć się języka obcego, programowania; biorąc się za napisanie powieści… jeżeli spędzamy na tym jedynie parę dni co pół roku?

Syndrom mnicha na 3 dni

Kluczem jest rezygnacja z bycia „mnichem na trzy dni” i codzienne odmiawianie modlitwy przez 20 minut. Nie należy tego odczytywać literalnie, jednak to jest sedno tego, co proponuje Leo Babauta. Stały wysiłek powoduje znaczącą zmianę – w życiu Twoim i Twoich bliskich, na świecie.

Jak odseparowywać to, co najistotniejsze od plew i ciągle przypominać sobie o wyznaczonym celu, który nas natchnął do robienia czegoś nowego?

(Foto: h.koppdelaney)

1. Nie zmuszaj siebie. Nie jest to dyscyplina ani robienie czegoś na siłę, wbrew sobie. Robisz coś, na co masz ochotę. Dlatego zamiast zmuszania się, przeprogramuj zadanie w coś, co lubisz.
Przykładowo bieganie może być męką albo wspaniałym czasem, kiedy oczyszczasz swoją głowę i cieszysz się z przebywania poza domem. Nauka hiszpańskiego może być zadaniem, które powoduje lęk albo sposobem na delektowanie się wspaniałą muzyką, poznanie nowej kultury i filmów. Zauważ: nie zajdziesz daleko, zmuszając się codziennie do robienia czegoś.

2. Stopniowy wzrost. Rzucenie się na głęboką wodę może zadziałać na chwilę, jednak nie sposób tego podtrzymywać codziennie. Istnieje przecież świetne powiedzenie – „spiesz się powoli”. Zwiększaj powoli to, co robisz, tak, by każdy kolejny krok nadal sprawiał frajdę i był łatwy.

3. Wykorzystuj impuls. Gdy już wyruszyłeś, idź dalej wykorzystując siłę rozpędu. I znowuż – jest to kwestia tego, jak „oprawisz” rzeczy. Masz przecież chęć, która pozwala na złapanie wiatru w żagle. To trochę jak z prowadzeniem bloga – w momencie jak w twojej głowie powstał pomysł, nie zwlekaj, lecz od razu twórz szkic.

4. Przypominaj sobie czego chcesz. Rozpocząłeś jakieś zadanie (ćwiczenia, naukę języka obecego, medytację) prawdopodobnie dlatego, że sam tego chciałeś. Gdy przestajemy coś robić, dzieje się tak dlatego, że zapominamy o swoich chęciach. Z jakiegoś powodu zaczynamy się bać i staramy się nie myśleć o zadaniu.
Pomyśl o zadaniu, a przede wszystkim o tym, dlaczego zacząłeś je wykonywać. Możesz przeczytać motywujące artykuły, obejrzeć parę filmów lub obrazków – jednym słowem zrobić wszystko, by przywrócić w swojej głowie wizję. Możesz też dodać ten wpis do zakładek i codziennie do niego powracać.

5. Posłuchaj muzyki. Gdy Leo Babauta nie może się zmusić do wykonywania ćwiczeń, włącza sobie piosenkę. Np. kawałek Eminema „Lose it”. Nie musisz jednak słuchać tego kawałka i nie musi to być Eminem. Niech to po prostu będzie coś, co doda Ci skrzydeł.

6. Przestań wątpić. Każdy ma chwile zwątpienia. Można je przezwyciężyć lub pozwolić, by nam przeszkodziły. Czy wątpisz, że możesz zaangażować się  w coś na dłuższą chwilę?
Przeważnie nasze obawy dotyczą jakiegoś wydarzenia w przyszłości. Czegoś, co może się nie zdarzyć i prawdopodobnie się nie zdarzy. Przypomnij sobie, ile czasu i sił kosztowało Cię dobrnięcie do punktu w którym jesteś. Czy rezygnacja na tym etapie jest mądrą decyzją? Jeżeli czujesz, że nie dajesz rady, zrób to przynajmniej jeszcze raz. Gdy udowodnisz sobie, że potrafisz, zrób notatkę i bądź pewny, że zrobisz to jeszcze raz. Nie pozwól sobie na wątpienie w to, że Ci się nie uda.

[zenhabits]