[Miejsca pracy] Nancy Lubin z DoSomething.org: zburzmy ściany!

0
585
Moduł sprawdzania pisowni OrphusWidzisz błąd na stronie? Zaznacz i kliknij Ctrl+Enter

Oto, dlaczego powinno się mieć mniej biurowe spojrzenie na panującą w pracy demokrację, hałas i rozgardiasz.

Nancy Lublin z DoSomething.org- zburzmy ściany!

1. Nie podzieliliśmy naszego biura na mniejsze pomieszczenia. Codziennie pracuje tu 70 osób: na cały etat zatrudnionych jest 50, na część etatu 20 i nikt nie spędza czasu w biurze. W gruncie rzeczy nie jesteśmy poprzedzielani ściankami działowymi.
Z technicznego punktu widzenia nawet nie siedzimy przy biurkach. Zamiast nich kupiliśmy w Ikei 80 zwykłych blatów. Ustawiono je w czworokąty… bez żadnych ściśle wydzielonych miejsc. Kwartalnie wydajemy 300$ na białe storczyki – po jednym na każdy blat.

Czy panuje hałas? Nie. Raczej szmer stukania w klawiaturę, da się słyszeć odgłos pogawędek czy kroków kogoś właśnie przechodzącego. Raz w tygodniu rozbrzmiewa utwór Africa zespołu Toto. Należałoby zadać sobie pytanie, czy zupełna cisza w pokoju szefa naprawdę motywuje go do bardziej wytężonej pracy.
Czy to nie rozprasza? Nie. Widok zastanawiających się nad czymś bądź coś właśnie tworzących współpracowników jest cholernie inspirujący. Zastanów się, czy zdjęcia z wakacji poprzylepiane do ściany przy biurku w pracy pomagają w wymyślaniu czegoś kreatywnego, czy raczej odpływasz dzięki nim do świata marzeń?

2. Co sześć miesięcy zmieniamy miejsca. I nie mamy pojęcia obok kogo przyjdzie nam siedzieć.

Nancy Lublin z DoSomething.org- zburzmy ściany! 2
Co pół roku wrzucamy karteczki z nazwiskami do kapelusza (dosłownie) i losujemy. Tak, jak całej reszty, moja też się tam znajduje. Miejsce każdemu przypada w sposób sprawiedliwy. Nazywamy to „Plagą”. (Bez urazy odnośnie do „Igrzysk śmierci”).
Po pierwszym losowaniu przypadło mi siedzieć za pracownikiem działu reklamy i naprzeciw doradcy biznesowego. Teraz po drugiej stronie mam księgowego i programistę aplikacji mobilnych.
Czy to nie ma destruktywnego wpływu na zgrane zespoły? Ano ma. I właśnie to jest wspaniałe. Ludzie zawierają nowe znajomości i zwarte kliki po prostu si‏ę nie tworzą.
Czy najlepsi pracownicy nie mają ochoty na okupowanie miejsc przy oknach? Właściwie nie. I dotyczy to również innych równie dobrych miejsc. Nie przychodzimy do biura, by podziwiać widoki za oknem, czy wygodnie lokować się na krzesłach. Tu jest nasze miejsce pracy. Jesteśmy tu po to, by zrobić co do nas należy.

3. Pokoje konferencyjne należą do wszystkich. Nie ma tu pomieszczenia, które byłoby na wyłączność przypisane jakiemuś zespołowi. Tak naprawdę wszyscy brali udział w nadawaniu nazw poszczególnym pokojom. (Moim typem były planety z „Gwiezdnych wojen”, ale wygrały imiona superbohaterów).

Nancy Lublin z DoSomething.org- zburzmy ściany! 3

Czy nie zdarza się pracownikom przesiadywać w salach konferencyjnych na prywatnych pogaduchach? Nie. Troszczymy się o siebie nawzajem, więc nikt niczego nie zawłaszcza, a dodatkowo staramy się utrzymywać porządek i chcemy, by każdy miał do konkretnego pomieszczenia swobodny dostęp. Dodatkowo zainstalowaliśmy dwie kabiny do rozmów indywidualnych.

4. Wejście do firmy to wizytówka.

Nancy Lublin z DoSomething.org- zburzmy ściany! 4

Pierwsze, na co zwraca uwagę odwiedzający po przekroczeniu progu firmy to hol. Jeśli znaleźć tam można skórzane kanapy, rośliny doniczkowe i jakieś przypadkowe gazety, to można mieć nadzieję, że firma zajmuje się sprzedawaniem tego rodzaju rzeczy. W przeciwnym razie samemu można by tam zasiąść.

5. Wystrój ma znaczenie. Mamy duży gong. Uderzamy w niego, gdy wypuszczamy gotowy produkt lub zaczynamy nową kampanię. To fajne uczucie wiedzieć, że działamy. A ten gong to coś w rodzaju deseru, który czeka w nagrodę. (Zjedz sobie wołowinę z fasolą, a potem możesz zabrać się za ciacho … albo raczej uderzyć w gong).
Mamy dyskotekową kulę, która świeci, wiruje i sprawia, że się uśmiechamy.
Nie ma plakatów z szybującymi w powietrzu orłami, okraszonych słowami jakiegoś nieżyjącego gościa. Nie przyozdabiamy ścian cytatami zapisanymi w fantazyjny sposób. Ani też żadną przypadkową sztuką. Zamiast tego, powiesiliśmy na nich efekty naszej pracy bądź to, co zamierzamy zrobić – listy od klientów, plany, przykłady porównywalnych produktów itp. Cała jedna ściana pokryta jest ogromną korkową tablicą, na której każdy może pochwalić się swoimi pomysłami, jak i pokazać, z czego czerpie inspirację.

Podsumowując: nie zatrudniamy projektanta wnętrz ani nie wydajemy fortuny, by nasze otoczenie wyglądało jak wypasione spa czy muzeum. (Tak, są tu też inne wspaniale wyglądające biura)!
Naszym zamysłem było stworzyć miejsce pracy z duszą. Tak urządzona przestrzeń pomogła nam przede wszystkim w 2012 roku podnieść wyniki o 40%. Co więcej, mieliśmy niezłą radochę przy tworzeniu tej przestrzeni. Obydwa wspomniane aspekty mają znaczenie. W równym stopniu.

[via LinkedIn]