Kontinuum odwlekania energii i czasu

0
744
Moduł sprawdzania pisowni OrphusWidzisz błąd na stronie? Zaznacz i kliknij Ctrl+Enter

Prezentuję niniejszym opowieść o mojej niedzieli, która jest pełna dygresji, jej punktem kulminacyjnym jest ten oto tajemniczy diagram, który nazwę Czasoprzestrzeń Produktywności. Pojawił się z notatki, którą sobie wcześniej zapisałem: „gdy człowiek zbliża się do zadania o horyzoncie wykonalności bliskim zrobienia, oporność w czasie wzrasta wykładniczo” albo coś takiego… Nie traktowałbym tego zbyt poważnie :) Oto, jak pokonać kontinuum odwlekania czasu i energii.

Kontinuum odwlekania energii i czasu

                                                                                                                                                    

Zagubiony poranek

Próbowałem wstać, ale wciąż na nowo zasypiałem. Jednym z powodów był fakt, że nie spałem w łóżku od miesięcy i jak sądzę, wpadłem w pułapkę luksusowego komfortu, który działał w zmowie z niskim poziomem cukru i zatrzymał mnie do późnego południa. Gdy szedłem do łazienki, przez nieboskłon mojego umysłu przeleciało kilka sensownych pomysłów na ten dzień, rozpraszając mnie pięknością wykonalności. Zanim chęć wykonania ich dojrzała w pełni w działanie, odpłynęły zbyt daleko, by złapać je bez wykonywania jakiegoś wysiłku z mojej strony. Automatycznie, pełen zrozumienia dla samego siebie, zacząłem pocieszać się rozważając, które z tych działań mogłoby być trudniejsze do wykonania. Wiele pięknych idei okazuje się na dłuższą metę zupełnie bez sensu, prawda? Oczywiście okłamywałem sam siebie. Ale musiałem pójść do łazienki. Po prysznicu zszedłem na dół. W ciągu następnych 15. sekund zauważyłem, że dom już zaczął popadać w stan lekkiego zaniedbania odkąd Tata i jego przybrany syn odjechali. Podłodze przydałoby się odkurzanie. Na stoliku wysoko piętrzyła się sterta czegoś. Nawet stół w jadalni, który w jakiś cudowny sposób był czysty przez dwa tygodnie, zaczął pokrywać się grubą warstwą śmieciowej poczty i nieumytych kubków. Widok nowych krzeseł w jadalni był przyjemny, chociaż przypomniał, że stare czekają na wyciągnięcie z piwnicy i dostarczenie do mojej przyjaciółki Diany, która (mam nadzieję) zmieni je w coś fajnego i zrównoważy mój ślad węglowy. Miałem już siedem zadań, które mógłbym wykonać. Takie zbieranie „rzeczy do zrobienia” kontynuowałem, bez jakiegoś wysiłku, przez następne 15 minut, aż zapełniła się cała pojemność mojej głowy. Każda z tych rzeczy była wykonalna, ale żadna z nich nie była łatwa do wykonania. A może były? Większość z nich wymagała wysiłku związanego z planowaniem albo aktywnością fizyczną. Część wymagała trochę pomyślenia z mojej strony, co oznaczało, że musiałbym zrozumieć, na czym właściwie polegał problem. Wiedziałem (z doświadczenia), że wszystkie były wykonalne, ale czułem w sobie dużo „Eeeee”. Żaden wybór, który posiadał cechy produktywności, nie wywołał uczucia przyjemności albo dreszczyku oczekiwania takiego jak wykwintne ciasto czekoladowe z Bostonu, albo nadzwyczajne nowe narzędzie debiutujące na targach magazynu Make. Więc włączyłem komputer, przejrzałem Facebook, potem Wired, Polygon, Massively, Cool Tools, Ars Technica itp. Przeczytałem kilka interesujących artykułów, zaznaczyłem kilka zakładek i znowu poczułem się znudzony. Co jest ze mną nie tak? Oto i ja, marnujący idealny słoneczny dzień. Dlaczego sam się nie motywowałem? Dlaczego powstrzymywałem się od jakiegokolwiek ciekawego działania?

Zobacz także:

Wskazywanie źródła niezadowolenia

Po pierwsze, w mojej głowie słyszałem głos mówiący, że to nie ma sensu, albo że nie mam wystarczających danych wejściowych (np. „nie  wiem gdzie jest szczotka”). Ten głos nie używa słów, jest totalnie wycieńczony i nie chce nic robić. Podczas gdy ten głos, który nazwę „Kurzy  Móżdżek” na potrzeby tego artykułu,  wcale nie mówi, że nie ma wiary w ludzkość, to ja podejrzewam, że tu leży problem. Kurzy Móżdżek wychodzi z łóżka tylko dla interesujących i rzadkich powodów, jeśli nie ma jakiś naglących zewnętrznych zobowiązań. Niestety, Kurzy Móżdżek jest kimś, z kim muszę żyć. Nie wiem, skąd bierze się ten głos, patrząc na”Ludzką Egzystencję” w makro-skali nie mam depresji ani negatywnych emocji, nie mam na co narzekać i czuję, że posiadam kontrolę nad tym jak mógłbym pozytywnie zmieniać przyszłość.  Głównym fizycznym wyzwaniem jest ćwiczenie, ale zaakceptowałem fakt, że jest to niezbędne i zacząłem wykonywać ćwiczenia, zanim je POLUBIŁEM. Od pójścia na siłownię powstrzymuje mnie raczej poczucie, że nie robię wystarczająco dużo, co jest spowodowane tym, że nie rozpoczynam wystarczającej ilości działań. Mam wzmagające się poczucie zblokowania w kwestii ustalania sobie dużych, kreatywnych zadań, które wymagają większej ilości nauki. Tutaj też Kurzy Móżdżek daje wyraz swojemu istnieniu, kpiąco komentując marny poziom dostępnych materiałów pomocniczych. Kurzy Móżdżek oczekuje, że każdy następny krok jest wyraźnie określony, ustalony w prawidłowy sposób i że będzie skutkował gwarantowaną nagrodą. Kurzy Móżdżek nie ma nic przeciwko czekaniu na spełnienie tych warunków, zanim wydatkuje jakąkolwiek energię. Kurzy Móżdżek to prawdopodobnie to samo, co ciało migdałowate (tzw. mózg jaszczurczy), o którym pisze wielu innych.  W mojej opinii to rodzaj strachu, który nauczył przedstawiać się jako siła. Ten strach kręcił się obok mojego kumpla, Pana Racjonalnego, wystarczająco długo, żeby wreszcie się wypowiedzieć. Na przykład, jaki jest dobry sposób, żeby strach wyglądał rozsądnie? Lepiej zadaj inne pytanie! Poznanie faktów przed dalszym działaniem to przezorność, prawda? Mój kontrargument jest taki: czy ktokolwiek może wiedzieć na pewno, bez podjęcia próby zrobienia czegoś czy istnieje niebezpieczeństwo śmierci lub trwałego kalectwa, czy nie lepiej SPRÓBOWAĆ niż siedzieć i zastanawiać się, czekając, aż odpowiedź sama przyjdzie?

Ignorowanie głosu Kurzego Móżdżka

W tym momencie byłem w kuchni i zdecydowałem, że ja po prostu muszę przestać kierować się słowami Kurzego Móżdżka. Wyłączyłem mój wewnętrzny monolog i spojrzałem na ociekacz. Nie chciałem go sprzątać, ponieważ to nie dawało obietnicy natychmiastowej zmysłowej satysfakcji, ale wyciszyłem umysł i zrobiłem to. Skoro już go sprzątnąłem, odkryłem inne przykre rzeczy, np.: że trzepaczka nie jest na swoim miejscu w szufladzie, że pojemniki do przechowywania żywności wymagają przepakowania, że szklanka wymaga ponownego umycia, że są przybory, które nie mają swojego miejsca w kuchni… i tak dalej. Zamiast dawać się ponieść irytacji, po prostu zrobiłem te rzeczy. Zanim wszystko było zrobione, zmywałem i sprzątałem w kuchni w jednym czasie. I WTEDY poczułem się nagrodzony za ukończenie czegoś. Jako że planowanie wydaje się wyzwalać usługi Kurzego Móżdżka i p. Racjonalnego, zdecydowałem się na nie robienie listy rzeczy do zrobienia. Zamiast tego przeszedłem się po domu i pozwoliłem zadaniom tłoczyć się wokół mnie. Zastosowałem strażacki system podejmowania decyzji: szybki przegląd czy dane zadanie da się rozpocząć podczas następnych 5 sekund, czy posiada ono prawdopodobieństwo powodzenia bez ukrytych niuansów i po prostu je wykonywałem. Zszedłem na dół, żeby wziąć koszulę, zobaczyłem koc w pralni, który potrzebował prania i włożyłem go do pralki. Gdy byłem w piwnicy, poczułem kuwetę, więc wymieniłem pojemnik na odpadki. Kiedy wymieniałem ten pojemnik, zobaczyłem jedno ze starych krzeseł z jadalni, które powinienem zabrać do Diany, więc wyciągnąłem je wszystkie ze schowka. Dostanie się do nich, wymagało przełożenia wielu pudeł, ale nie pozwoliłem Kurzemu Móżdżkowi na komentowanie. Wyniosłem je ze schowka i zdecydowałem, że tu zostaną, aż będę miał, czas żeby je wyciągnąć. Co niesamowite, to wszystko zajęło mi w sumie jakieś 30 minut. Gdybym wypisał to sobie jako listę do zrobienia, wydawałoby się, że jest tego więcej i wyglądałoby zniechęcająco. W tym momencie pomyślałem sobie, że być może, biorąc pod uwagę życie produktywnej istoty ludzkiej, to ja żyłem wstecz.  Wyglądało na to, że zadania będące dokładnie przede mną były nieprzyjemne, ale kiedy zostały zrobione, ich status zmieniał się na satysfakcjonujące. Podejrzewam, że działo się tak ponieważ mam skłonność do szukania zadań, które nagradzają mój umysł lub moje zmysły od razu, bo taki rodzaj oczekiwania mogę odczuć. Jednak uczucie satysfakcji z wykonania czegoś pochodzi z zupełnie innego źródła.  Być może to jest wada mojego mózgu, który nie łączy pracy z osiągnięciem, przedkładając walory intelektualne nad pracę fizyczną. Albo wynika to z mojego wewnętrznego braku zaufania dla rzeczy, których nie mogę sprawdzić moimi własnymi oczyma, zadania, które zostaną ukończone w przyszłości nie są sprawdzalne i przez to podejrzane.  Mój model produktywności nie bierze pod uwagę czynników emocjonalnych, a przynajmniej nie w sposób systematyczny.

Przełamanie łańcucha niepowodzeń

Z powyższego mogę wydestylować następujące obserwacje.

  • Kurzy Móżdżek to głos strachu, który został nasączony racjonalnością.
  • Kurzy Móżdżek nauczył się używać mojego braku zaufania do wszystkiego, co jest niesprawdzalne przeciwko celom w przyszłości.
  • Motywuje mnie natychmiastowa satysfakcja, która karmi się zmysłami, ciekawością albo wiedzą.
  • Czuję zadowolenie z wykonania zadania, ale dopiero po fakcie.
  • Planowanie powoduje opór, ponieważ wyzwala uczulenie Kurzego Móżdżka na wszystko, co nieznane.
  • Opór narasta bardzo szybko w momencie, w którym właściwie mógłbym działać.

Notatka na kartce przedstawia właśnie tę sytuację. Można zobaczyć linie „fali uderzeniowej”, które stają się pionowe, to ja w danym momencie. Dokładnie przede mną jest wiele znaków X, które przedstawiają negatywne myśli albo irytację. Ich ilość zwiększa się bardzo szybko. W przyszłości są wielkie projekty, które chciałbym wykonać, ale pomiędzy nimi a chwilą obecną, są małe zadania, od których zależy wykonanie tych wielkich. Jest naprawdę trudno patrzeć przez te wszystkie negatywne emocje, szczególnie przez te, które są dokładnie przede mną i narastają jak fale podłużne. Za mną jest uporządkowany zbiór osiągnięć, a zapamiętane negatywne emocje odpływają leniwie w dal. Ten rysunek jest oparty na rysunkach samolotów odrzutowych docierających do bariery dźwięku i myślę, że analogia z przebijaniem się przez opór dobrze tutaj pasuje. Chcę gromu dźwiękowego!   Przejście przez barierę oporu wymagało kilku trików:

  • Zidentyfikowałem Kurzy Móżdżek i postanowiłem ignorować jego bezsensowne kłapanie.
  • Wyłączyłem planowanie i podszedłem do moich zadań w stylu robota-odkurzacza Roomba.
  • Zastosowałem strażacki system podejmowania decyzji, podejmując pierwsze rozsądne działanie po krótkim sprawdzianie wykonalności.
  • Nie pozwoliłem Kurzemu Móżdżkowi mi przeszkadzać. Jeśli czułem, że w mojej głowie rozpoczyna się jakaś dyskusja, kończyłem ją i skupiałem się na tym, co właśnie wykonywały moje ręce. W ten sposób moje ręce stawały się centrum zainteresowania, nie głowa z jej ciągła potrzebą ekscytacji.
  • Po wykonaniu pierwszego zadania, uczucie dobrze wykonanej roboty (mieszanina ulgi i zaskoczenia) pomogła przejść następne zadanie, które pojawiło się na mojej drodze.

To może być stopniowy pozytywny proces, jeszcze nie zwyczaj, w związku z czym chciałbym się na tym skupić. Wielkim wyzwaniem jest radzenie sobie z większymi, opartymi na nauce, projektami, których odległe cele wymagają zgodnych wysiłków, ażeby je urzeczywistnić.   [Via]