Jak rzucić pracę, przenieść się do raju i zarabiać na zmienianiu świata

3
555

W kwietniu 2006 roku zostałem potrącony przez samochód. Przez następne trzy miesiące nie miałem nic do roboty prócz znoszenia bólu i myślenia nad swoim życiem. Myślałem o moim dzieciństwie. Myślałem o marzeniach. Myślałem o karierze.

Jest to artykuł zamieszczony oryginalnie na blogu Darrena Rowse – Problogger, napisany przez Jona Morrow z Copybloggera. Jeśli wolisz przeczytać ten wpis w oryginale (język angielski), przejdź na koniec artykułu.

Wpis Jona wywarł na mnie głębokie wrażenie. Jednocześnie stanowi doskonały przykład tego, czego potrafi dokonać człowiek, jeśli ma cel i jest zdeterminowany. Wcale nie potrzeba specjalnych zdolności. Zachęcam do przeczytania całości, warto.

Jak rzucić pracę, przenieść się do raju i zarabiać na zmienianiu świata

W końcu to tylko marzenie, prawda?

Zapomnij o pałacach, limuzynach i innych przejawach bogactwa w hollywoodzkim stylu. Jasne, to było by miłe, ale w większości, my, blogerzy jesteśmy prostolinijni i mamy poczciwsze marzenia.

Chcemy rzucić pracę, spędzać więcej czasu z rodziną i w końcu mieć czas na pisanie. Chcemy mieć możliwość pracowania kiedy chcemy i gdzie chcemy. Chcemy, żeby to, co piszemy, pomagało ludziom, inspirowało ich i zmieniało od wewnątrz.

To skromne marzenie, marzenie, które zasługuje na to, aby się spełniło, a jednak część z Was może się zastanawiać…

Spełni się?

Czy naprawdę masz to, co jest potrzebne, aby zostać profesjonalnym blogerem, czy po prostu jesteś głupi? Czy to jest realistyczne, aby zarabiać na tym wystarczająco dużo aby rzucić pracę, czy niemądre? Czy na prawdę możesz się spodziewać tego, że ludzie zakochają się w tym, co piszesz, czy może to pobożne życzenie?

Jasne, fajnie jest marzyć o tym, jak Twój blog zmienia Twoje życie, ale czasem myślisz, że to tylko to: marzenie. To prawdziwy świat, a w prawdziwym świecie marzenia się nie spełniają.

Racja?

Cóż, opowiem Ci pewną historię…

Jak rzuciłem pracę

W kwietniu 2006 roku, zostałem potrącony przez samochód jadący 85 mil na godzinę (137 km/h).

Nie widziałem jak nadjeżdża i nie pamiętam zbyt wiele z wypadku, ale pamiętam, jak wyciągano mnie w palącej się na mnie koszuli z mojego minivana. Przód samochodu był rozwalony, wszędzie było czuć benzynę, a moje nogi były połamane w 14 miejscach.

Przez następne trzy miesiące nie miałem nic do roboty prócz znoszenia bólu i myślenia nad swoim życiem. Myślałem o moim dzieciństwie. Myślałem o marzeniach. Myślałem o karierze.

Ogólnie, zdecydowałem, że nie podoba mi się jak to wszystko się układa.

Więc odszedłem.

Sprzedałem wszystko co miałem. Przestałem płacić większość rachunków. Złożyłem rezygnację, przepracowałem swoje dwa tygodnie i zniknąłem bez pożegnania.

Słysząc o tym, że zwariowałem, przyjaciel zadzwonił i spytał: „Więc co teraz będziesz robił?”

„Nie wiem”, – odparłem. „Może zacznę pisać bloga”.

I tak też zrobiłem.

Przez następne trzy miesiące, nie tylko majstrowałem przy blogowaniu, oddałem się temu bez reszty. Zaczynałem pracę o 8 rano i kończyłem o 23. Nie oglądałem telewizji. Nie widywałem się z przyjaciółmi. Od rana do nocy pisałem, czytałem i łączyłem się z innymi blogerami. Nic innego.

W ciągu miesiąca miałem działający blog On Moneymaking, a w ciągu kolejnych dwóch miesięcy, blog miał 2 000 odwiedzających dziennie, a Performancing (firma, która pomaga blogerom odnieść sukces) nominował go jako najlepszy blog roku na temat biznesu/pieniędzy. Po kilku miesiącach, Brian Clark spytał, czy nie chcę zostać redaktorem współpracującym (ang. Associate Editor) z Copybloggerem, więc sprzedałem On Moneymaking za pięciocyfrową kwotę i rozpocząłem pracę z najbardziej popularnym blogiem na świecie.

A co najbardziej zdumiewające, to dopiero początek historii.

Jak przeniosłem się do raju


Czy kiedykolwiek obudziłeś się pewnego dnia i zdałeś sobie sprawę, że potajemnie gardzisz wszystkim ze swojego miejsca zamieszkania?

Pogoda jest okropna. Sąsiedzi to dupki. Nie lubisz zapraszać do siebie gości bo mieszkanie to ruina i wstydzisz się tego, jak wygląda.

(Zdjęcie: gstlt)

Właśnie to mi się przydarzyło w styczniu 2009 roku. Siedziałem w swoim dramatycznym mieszkaniu, zawinięty w koce, aby się ogrzać, starający się nadrobić zaległości przy komputerze, kiedy dotarło do mnie jak było to monstrualnie głupie.

Byłem blogerem w pełnym wymiarze czasowym, na miłość boską. Mogłem pracować skądkolwiek na świecie. Czemu na boga żyłem na tym zadupiu?

Jedyny problem jaki miałem to pomysł, gdzie chcę jechać, ale kilka tygodni później, zadzwonił telefon, to był stary przyjaciel, który wyjechał do Maztlan w Meksyku. Jak zwykle, dzwonił napawać się pogodą i jedzeniem, i w ogóle wyższością sposobu życia Meksykanów, ale zamiast przecierpieć cały ten czas, zatrzymałem go i powiedziałem Nie, nie mów mi więcej. Przeprowadzam się tam.

„Co? Kiedy?” – wyjąkał.

„Jeszcze nie wiem kiedy dokładnie”, – odpowiedziałem, „ale zaczynam w tej chwili”.

Dwa miesiące później, wybrałem się na tygodniową podróż aby zrobić zwiad i poszukać miejsca do zamieszkania. Kiedy wróciłem, zacząłem sprzedawać moje wszystkie rzeczy, resztę pakować i żegnać się ze znajomymi. Prawie rok co do dnia po naszej rozmowie telefonicznej, wskoczyłem do samochodu i po prostu przejechałem nieśmiało 3 000 mil (4828 km) do mojego nowego mieszkania przy plaży w najlepszym ośrodku w Mazatlan.

Kiedy to piszę, siedzę na balkonie z laptopem, patrząc na (nie żartuję) wyskakujące z Pacyfiku delfiny. Jest słoneczny dzień, wieje miła bryza i zastanawiam się, czy nie zamówić pi?a colady z restauracji na dole.

Szczęściarz ze mnie, prawda?

Cóż, może Cię zaskoczę, ale pominąłem kawałek tej historii. To część, w której mam śmiertelną chorobę, nie mogę się ruszać od szyi w dół, a jednak zasadniczo zarabiam pomagając ludziom. Pomówmy o tym w kolejnej części.

Jak zarabiam na zmienianiu świata

Wiesz co jest najśmieszniejsze?

Najgorszą rzeczą, mając taką chorobę jak SMA (z ang.: Dystrofie mięśniowe, wikipedia), nie jest to, że wszyscy traktują Cię jak obiekt miłosierdzia, nie jest frustracja, gniew, czy depresja. Nie jest nawet niemożność uszczypnięcia tyłka ładnej dziewczyny, kiedy masz na to ochotę (chociaż to w sumie jest ciężko znieść).

Nie, najgorsze są cholerne rachunki. Lekarze. Leki. Pielęgniarki.

Wszystko policzyłem, sumaryczny koszt utrzymywania mnie przy życiu w Stanach Zjednoczonych to $127 000 rocznie. To nie czynsz. To nie jedzenie. To tylko koszty leczenia.

Przyznaję, nie musiałem płacić całości tej kwoty. Miałem prywatne ubezpieczenie, Medicaid, inne programy pomocy publicznej, ale ta cała pomoc ma swoją cenę: kontrolują cię. Rząd przydzielił mi tylko $700 miesięcznie na życie i musiałem wydać każdego centa z tej kwoty na koszty leczenia, albo odebrano by mi te pieniądze.

Więc oto co robiłem latami. Jeśli zarobiłem $5.000 w miesiącu, odkładałem $700 na życie, a pozostałe $4.300 wydawałem na medykamenty. Nic nie zostawało. Nigdy.

I w końcu miałem tego dość.

Chciałem zarabiać nie martwiąc się o to, czy stracę opiekę medyczną. Chciałem zadbać o swoją rodzinę, zamiast tego, żeby oni cały czas troszczyli się o mnie. Chciałem w końcu żyć w miłym otoczeniu, a nie zawszonym małym mieszkaniu zbudowanym dla gości żyjących na granicy ubóstwa.

Jedynym problemem było to, że to było dla mnie niemożliwe w USA. Nie ważne jak bawiłem się numerkami, nie potrafiłem sprawić żeby to zadziałało. Więc zrobiłem coś szalonego:

Odszedłem z Medicaid. Przeniosłem się do Meksyku. Przestałem martwić się o siebie i zacząłem biznes oparty o prostą myśl:

Pomagać ludziom.

Znalazłem młodych pisarzy potrzebujących mentora i uczyłem ich. Znajdowałem firmy, które chciały zdobyć pieniądze na mediach społecznościowych i tworzyłem ich strategię. Znajdowałem blogerów, którzy potrzebowali więcej ruchu i tworzyłem kursy, które wyjaśniały jak go zdobyć.

W zamian, płacili mi tyle, ile mogli. Niektórzy dawali mi $50 za godzinę, a inni $300, ale wszystkich traktowałem tak samo i poświęcałem się aby zmieniać ich marzenia w rzeczywistość.

Rezultaty?

W ciągu dwóch miesięcy, zarabiałem taką ilość pieniędzy i tak szybko, że PayPal zablokował moje konto z powodu podejrzenia o oszustwo. Dziś nie tylko zarabiam więcej pieniędzy niż jest mi potrzebne, aby się utrzymać, ale kilka miesięcy temu, stałem się zarozumiały i kupiłem mojemu ojcu samochód.

Rozumiesz jakie to cenne? Dla faceta, który nie może się ruszać od szyi w dół, który kupuje swojemu ojcu samochód?

A najlepsze jest to, że nie zarabiam na bezmyślnej pracy. Ja zmieniam życia ludzi.

Każdego dnia dostaję maile od czytelników którzy piszą, że moje wpisy zmieniły ich sposób myślenia. Każdego dnia dostaję maile od studentów, którzy piszą, że moje rady zmieniły sposób ich pisania. Każdego dnia dostaję maile od klientów, którzy piszą, że moje strategie zmieniły sposób w jaki przeprowadzają interesy.

Sam nie mogę w to uwierzyć. Normalnie, człowiek w moim stanie marnował by się w hospicjum, oglądał telewizję i czekał na śmierć, a oto ja mówię do mikrofonu i w zasadzie dostaję pieniądze za zmienianie świata. Gdybym mógł ruszać palcami, to bym się uszczypnął.

I jest jeszcze coś:

Nie chcę tego wszystkiego tylko dla siebie, chcę żebyś również to doświadczył.

Powód dla którego opowiadam Ci tą całą historię, nie jest tylko po to by się przechwalać, ale również po to, aby przekonać Cię do bezspornej pointy:

MOŻESZ TO ZROBIĆ!

Chcesz rzucić swoją pracę i zostać profesjonalnym blogerem?

Możesz.

Chcesz podróżować dookoła świata, przeżyć życie w pełni?

Możesz.

Chcesz poświęcić każdą jedną godzinę na pomaganie ludziom i zmienianie świata na lepsze?

Możesz.

Bo, posłuchaj… Wiem, że to obrzydliwie banalne, ale jeśli ja mogę rzucić pracę, ryzykować, że rząd odeśle mnie do hospicjum, bo nie mogę pozwolić sobie na opiekę lekarską, przekonać moją biedną mamę aby porzuciła swoją karierę i wiozła mój sparaliżowany tyłek przez 3000 mil do obcego kraju, a później zarobić na tyle dużo, aby utrzymać siebie, mamę, tatę i cały zastęp pielęgniarek używając tylko swojego głosu, to czego Ty możesz dokonać, jeśli będziesz mieć odpowiednie nastawienie?

Według mnie: praktycznie wszystko.

Nie, to nie będzie łatwe. W pewnym momencie, gwarantuję, że będziesz chciał zrezygnować. Gwarantuję, że ludzie będą myśleli, że zwariowałeś. Gwarantuję, że będziesz płakał do poduszki zastanawiając się czy nie popełniłeś straszliwego błędu.

Ale nigdy nie przestawaj w siebie wierzyć. Świat jest pełny negatywnych ludzi, każdy z nich będzie chętny aby Cię zakrzyczeć przy najmniejszej możliwości, że możesz przekroczyć przeciętność, ale największy grzech jaki możesz popełnić, to zostać jednym z nich. Naszym zadaniem nie jest wstąpienie do tej grupy, ale jej uciszenie przez robienie rzeczy tak wspaniałych i nie do pomyślenia, że jej członkowie będą zbyt zdziwieni aby mówić.

Możesz to zrobić.

Wierzę w Ciebie.

A więc zaczynaj.

Już teraz.

Oryginał wpisu: How to Quit Your Job, Move to Paradise, and Get Paid to Change the World
[stextbox id=”info” caption=”O tłumaczu” bcolor=”a6d995″]

Grzegorz Adamowicz - LifehackerGrzegorz Adamowicz (@gstlt) – kreatywny, z masą (czasem nieodpowiednich) pomysłów. Szuka nowych, lepszych sposobów na życie, korzystając z mądrości tych, którym się udało. Uwielbia fantastykę i fantastykę naukową. Woli czyn, niż słowa, choć nie stroni od pisania. Zgłębia magię, która przejawia się w niezwykłych rzeczach, które są w stanie dokonać pozornie zwykli ludzie i która siedzi gdzieś w każdym z nas, o czym można poczytać na jego blogu.

[/stextbox]