Herbata: zawsze lekko schłodzona i bez parzenia! (lifehack)

3
1412

Herbata zawsze lekko schłodzona i bez parzenia! (lifehack)

Parę dni temu za oknem było tak groźnie, że nawet termometry błagały, by je wpuścić do środka. Co robimy w takiej sytuacji? Podwójne skarpety, ciepły sweter z koziej wełny i duży kubek herbaty.

Przymiotnik duży w poprzednim akapicie zdradza, że wielbiciele szlachetnych gatunków herbaty oraz wyszukanych sposobów jej parzenia zajrzą raczej gdzie indziej (→Jak zaparzać herbatę, która za każdym razem będzie łechtać podniebienie?). Wybaczcie, ale to, o czym będzie ten post, zrani Wasze serca.

Marzeniem pozostałych czytelników, którzy piją hektolitry każdej herbaty (byle czarnej i  ciepłej), jest to, by po prostu zawsze była pod ręką – bez czekania na to, aż się zaparzy, a następnie schłodzi.

Bierzemy pod lupę więzienny wynalazek, czyli czaj, ulepszamy go dzięki dwóm lifehackom i wyciągamy swoje ulubione ciastka.

Na początek potrzebny nam będzie czajnik.
Wrzucamy tu kilkanaście torebek herbaty (mile widziana jest Saga albo Tesco). Wrzucamy więc do czajnika dużą ilość herbaty, a następnie zalewamy ją wrzątkiem. Pozostawiamy na 40 minut.

Teraz przez 40 minut zajmujemy się swoimi sprawami. Tymczasem w czajniku zaparzył się potwornie mocny czaj.

Wlewamy czaj do foremek na lód.
Jeżeli z foremkami jest krucho, zastosujcie lifehack – można użyć plastikowego opakowania po jajkach.

Wlewamy czaj do foremek na lód

Gdy czaj wystygnie, wkładamy foremkę tudzież opakowanie po jajkach do zamrażarki.

Każda taka mała kostka lodu jest bardzo mocnym koncentratem herbaty (zobaczcie zresztą, jak brudzi palce, jeżeli nie wyciskać jej bezpośrednio do kubka).
Teraz gdy mamy ochotę na herbatę, wrzucamy do kubka kostkę czaju i zalewamy wrzątkiem.

Teraz gdy mamy ochotę na herbatę, wrzucamy do kubka kostkę czaju i zalewamy wrzątkiem

Smacznego!