Dlaczego jadąc do pracy lub stojąc w korku lepiej jest słuchać audiobooków niż radia

24
2263
Moduł sprawdzania pisowni OrphusWidzisz błąd na stronie? Zaznacz i kliknij Ctrl+Enter
Dlaczego jadąc do pracy lub stojąc w korku lepiej jest słuchać audiobooków niż radia

Jeśli masz jeszcze jakieś wątpliwości, to chciałbym je rozwiać. Jesteś sterowany z zewnątrz. To, co dzieje się z twoimi myślami stanowi pole do popisu dla specjalistów od reklamy, public relations, twoich pracodawców, polityków, bankierów, a nawet dzieci. Uważaj! Lista może być bardzo długa.

Jesteś tak zaganiany w doraźnych, codziennych sprawach, że nie dajesz sobie nawet chwili na zrozumienie tego, co się tak naprawdę z tobą i twoimi myślami dzieje. Wyrobiłeś w sobie tak wiele upraszczających życie nawyków, że podchodzisz do nich z pełnym zaufaniem i nie próbujesz już nowych rozwiązań, które często mogą przynosić więcej korzyści oraz być efektywniejsze lub rozsądniejsze. Iluzja kontroli nad życiem połączona z permanentnym stanem martwienia się o „coś” i poczucie niejasnej potrzeby zmiany „czegoś”.
Chwilowe momenty otrzeźwienia przychodzą najczęściej w momentach straty, kiedy zazwyczaj jest już za późno. Bardzo często nadciąga wtedy poczucie zmarnowanego czasu.

Nawyk włączania radia w samochodzie towarzyszył mi przez całe lata. Uzależniające wiadomości, wzbudzające emocje kłótnie polityków, wciągająca publicystyka, odpowiednio dobrana muzyka, reklamy, lansowanie się tak zwanych „celebrytów” było ze mną przez ponad dwie godziny dziennie które spędzam w korkach na trójmiejskich drogach.
Co z tego miałem? Na początek dodatkowy niepokój i przeładowanie bezużyteczną informacją, której nawet nie miałem za bardzo jak wykorzystać w celach towarzyskich.
Chyba że liczyć te zmarnowane chwile w pracy, kiedy wspólnie emocjonowaliśmy się jakimś tragicznym wypadkiem drogowym lub denerwującą wypowiedzią polityka.

Nie jestem w stanie policzyć, ile kosztowało mnie bezmyślne słuchanie reklam, które przecież „na mnie nie działają”, a jednak do sklepów chodzę i decyzje muszę podejmować na podstawie dostępnej mi wiedzy. Pozostawię to tobie do przemyślenia?
Dlaczego przestałem słuchać radia niemal całkowicie? Odkryłem audiobooki. Zawsze lubiłem czytać. Ciągle lubię, ale nie mam już na to tyle czasu, ile bym chciał, a jeśli już go mam, to zazwyczaj zasypiam przy czwartej-piątej stronie, ponieważ ?padam na twarz?. Wstyd. Każda wyprawa do księgarni dostawia mi na półkę jeszcze jedną rzecz ?to do? w bliżej nieokreślonej przyszłości.

Nie da się rozwijać nie czytając. Tak po prostu jest. Książki stanowią kamienie milowe twojego poznania. Uczą, bawią, martwią, intrygują, sprawiają że myślisz. Aktywnie i świadomie.
Każda wiedza ma swoją książkę. Chcesz coś zgłębić, wyjaśnić? Znajdź swoją książkę! Nawet jeśli byłeś na jakimś kursie, to książka pomoże to utrwalić i usystematyzować.

Książki pomagają zwiększyć koncentrację, a przez zwiększenie koncentracji zwiększasz swoją efektywność. Poprawiają też pamięć, wzmacniają kreatywność, redukują stres, dają poczucie pewności siebie wynikające z wiedzy. To proste, a jednak potężne narzędzie do poprawiania sobie życia. A ja zasypiam przy piątej stronie?

Audiobooki przyszły mi z odsieczą w najbardziej potrzebnym momencie. Kiedy rodzina, praca i następne studia spotkały się i postanowiły zrobić mi sprawdzian męskości. Potrzebujesz się zmotywować? Nikodem Marszałek ze swoją „Motywacją bez granic” i „Odrodzeniem feniksa” dał mi sporo energii do działania, a tobie podpowie skąd wziąć więcej. Chcesz zruszyć lekko zmurszałe nawyki? „Kto zabrał mój ser” Spencera Jonhsona przygotuje do nieuchronnych zmian.

Do tej pory przesłuchałem już ponad trzydzieści książek. Poza wymienionymi powyżej słuchałem jeszcze między innymi Briana Tracy, Ziga Ziglera, Davida Allena, Aleksandra Krawczuka, Josteina Gaardera, Normana Daviesa, Jerzego Bralczyka, Eliota Aronsona i ostatnio Robina Skynnera z Johnem Cleesem w świetnej „Żyć w rodzinie i przetrwać”, którą gorąco polecam.

Oczywiście zachęcam ciebie do słuchania audiobooków nie tylko przy okazji jazdy samochodem co dla niektórych może być wręcz niebezpieczne. Możesz przecież słuchać wykonując proste prace domowe, w autobusie, malując mieszkanie, czekając na swoją kolejkę u dentysty lub fryzjera albo leżąc wygodnie w ciemności na sofie. To się sprawdzi w dziesiątkach innych sytuacji, kiedy czujesz, że tracisz czas albo kiedy potrzebujesz podładować akumulatory.
Warto. Polecam.

Polecam również Boba Marleya w albumie „Uprising” który kołysał mnie do pisania tego tekstu.

O autorze:
Kazimierz Janeczko jest niestrudzonym poszukiwaczem prostych rozwiązań do zawiłych problemów. Jego główne hobby to testowanie dziesiątek aplikacji tygodniowo dzięki czemu ma wrażenie że robi coś pożytecznego. Z wykształcenia socjolog, pasjonuje się maszynami liczącymi już od 20 lat. Rodzina stanowi dla niego nieustanne źródło inspiracji co ostatnio przejawia się w niedawno odkrytej pasji do pieczenia ciast. Pracuje w angielskiej firmie produkującej łodzie mieszkalne.

  • Przyznam, że audiobooka przesłuchałam jednego i to w wielkich mękach. Narrator czytał taaaak przeeeraaaaźliiiwieee wooolllnnooo, że nie pamiętałam pod koniec rozdziału, co było na początku. Audiobook trwał 14 godzin, jestem pewna, że książkę bym pyknęła w 3. Totalna strata czasu.
    Jesteście w stanie polecić jakieś wydawnictwa albo ew. narratorów, którzy tak nie ślamazarzą? Istnieją takie?

  • "Kto zabrał mój ser" jest bardzo poważną książką napisaną w specyficzny sposób. Uważam że to lektura obowiązkowa dla osób tkwiących w strefie komfortu.

    • Radosław Pogoda

      Czyli praktycznie dla każdego, bo nawet osoby, które cenią zmianę* i stale jej szukają i tak chciałyby mieć „spokój i stabilność” w kwestiach kluczowych (rodzina, zdrowie, finanse). A to przecież dokładny opis strefy komfortu…

      Kto zabrał mój ser jest napisany dziwnie, prawie dziecinnie, ale bardzo skutecznie przekazuje główną myśl autora. A ta jest warta każdej minuty spędzonej przy czytaniu / słuchaniu…

      * (mówię po własnym przykładzie, osoby szybko „nudzącej się” spokojem ;)

  • Fenhir

    audiobooki w ogóle są super czy w drodze do pracy czy na siłowni. Ja nie wiem czy by mi się chciało stale ćwiczyć gdyby mój ipod shuffle nie zajmował mózgu, gdy ciało pracuje. Inną sprawą jest to że książkowa oferta jest w PL jeszcze dość uboga, dlatego raczej słucham książek po angielsku, kupowanych w Audible.

    • @Fenhir, chcesz powiedzieć, że słuchasz na siłowni poważnych audiobooków i nie masz problemów ze skupieniem?

    • @Fenhir, chcesz powiedzieć, że słuchasz na siłowni poważnych audiobooków i nie masz problemów ze skupieniem?

      • Fenhir

        "Kto zabrał mój ser" trudno nazwać poważną książką. Podobnie – imo – GTD Allana (to w ogóle nie nadaje się dla mnie do słuchania, bo wymaga działania). Odpowiadając na pytanie: Dostojewskiego faktycznie na ipodzie ćwicząc nie zapuszczę, ale wszystko inne co mi wpadnie w oko i w ucho – tak :)

        • W odróżnieniu od Kazimierza nie miałem jeszcze w rękach tej książki Johnsona, ale co z nią jest nie tak? I pytanko odnośnie Audible – wiem, że to jest dziecko Amazona, ale o co w tym chodzi? Czy jest to coś a'la Jamendo?

          • Fenhir

            Audible to po prostu sklep Amazona z audiobookami, tyle, że jak się należy do programu członkowskiego, to książki kosztują w ogromnej większości 8$ za audiobooka. W tym programie co miesiąc otrzymuje się przynajmniej 1 książkę i co miesiąc też jest opłata w wysokości 8$. Natomiast można bez problemów zrezygnować z należenia do tego programu ze skutkiem na kolejny miesiąc.
            Jeśli rozumie się j. angielski to Audible jest super źródłem audiobooków, bo ta cena to nawet większość polskich wydań bije na głowę.

          • @Fenhir, jeśli rozumie się język angielski, to w ogóle cały świat stoi przed tobą otworem ;-)
            Dzięki za podrzucenie tematu Audible – pasuje napisać na ten temat. Jeżeli masz jakieś pomysły do przyszłego artykułu, chętnie rzucę na nie okiem. Kontakt: http://goo.gl/HCUCs

          • Radosław Pogoda

            Absolutnie popieram! Dla iPhonowców dobra nowina – funkcjonalność aplikacji Audible jest absolutnie rewelacyjna. Ja zwykle słuchałem audiobooków jako nagrań mp3 odtwarzanych z iPoda, ale możliwość zakładek czy powtarzania fragmentów są świetne.

            Jedyny kłopot to fakt, że przycisk na kablu słuchawek domyślnie włącza iPoda, a nie Audible…

        • Radosław Pogoda

          @ Fenhir :

          Nie do końca się z Tobą zgodzę w sprawie Allena. 
          Owszem prawdziwie skorzystać z jego porad / wiedzy można tylko wykonując od razu proponowane przez niego działania (bo samo słuchanie o inboxie nie postawi Ci go pod nosem), ale jeśli już zaczniesz pracować według jego metod, słuchając wielokrotnie różnych jego nagrań, odkryjesz wiele niuansów, albo inaczej przemyślisz porady z książek.

          Ja najbardziej lubię słuchać nagranego na żywo seminarium „Getting Things Done… FAST”, które nie usypia (bo w audiobookach Allen jest faktycznie dość monotonny), a oprócz skondensowanej wiedzy daje jeszcze dobrze podane przykłady „z sali”…

          POLECAM do samochodu lub na spacer…

    • Darko Omulev

      zgadzam się w pełni z artykułem i faktycznie oferta płatnych audiobooków może nie jest mała, ale nie jest jeszcze pewnie tak szeroka jak w języku angielskim…

      ja robię to trochę inaczej, wykorzystuję syntezator mowy i przerabiam ebooki w pdfie do mp3, jakość na dzień dzisiejszy syntezatora jest na bardzo wysokim poziomie i mam audiobooki w języku polskim dowolnych tekstów (nawet Pan Tadeusz brzmi całkiem całkiem :) )

      przerabiam np. książki beletrystykę, poradniki, strony www (np. arty z wikipedii dłuższe) i czego akurat aktualnie potrzebuję lub chcę przeczytać/posłuchać

      pracuję 8 godzin, dosyć rutynowe zajęcia (chociaż nie proste) i zanudziłbym się, gdybym nie słuchał czegoś na jednym prawym uchu (mam możliwość mieć cały czas słuchawkę na jednym uchu, drugim uchem odbieram telefony :P), a w ten sposób wykorzystuję czas i nie czuję, że jest jakoś zmarnowany

      a dzięki generowaniu tego czego potrzebuję, słucham pdfów różnej treści (wieczorem i tak nie miałbym pewnie czasu na czytanie, a słucham też przy sprzątaniu, praniu, myciu naczyń, w samochodzie, jak to autor pisze, biegając i jak tylko jest to możliwe)

      polecam, bo jest alternatywa dla np. audioteki, chociaż korzystam z niej, oczywiście co profesjonalny lektor to profesjonalny, ale jednak oferta siłą rzeczy nie może zaspokoić wszystkich potrzeb

      jeśli ktoś chciałby rzucić okiem na syntezator mowy to zachęcam:
      http://zfer.us/u83s2

  • Zgadzam się, że słuchanie audiobooków jest nieporównywalnie pożyteczniejsze niż słuchanie komercyjnych rozgłośni przeładowanych reklamami i rozrywką niskich lotów (chociaż nie wyrzucałbym wszystkiego hurtem do śmieci; jestem wiernym słuchaczem Trójki, gdzie wciąż można posłuchać wartościowych programów oraz naprawdę dobrej muzyki).
    Jednak książki, a szczególnie te motywacyjne, to też "sterowanie z zewnątrz", niekoniecznie należy im bezgranicznie ufać i oczywiście można się z nimi nie zgadzać.

    • Ciężko ująć wszystko w krótkim tekście ale oczywiście masz rację co do sterowania. oczywiście ludzie tacy jak ja, którzy potrzebują zewnętrznej motywacji do zainicjowania zmian, wolą dać się wciągnąć w system o przewidywalnych rezultatach niż trwać w limbo. W innym przypadku nie szukałbym tego typu rozwiązań. Z drugiej strony miło jest być instruowanym przez prof. Bralczyka :)

      • Anonim

        No właśnie, Kazimierzu – a co z "Trójką", o którą pyta Paweł? :) Gdzie ją zakwalifikujemy? A propos – co to za mówiona książka Bralczyka?

        • Słuchałem Trójki. Jeśli kogoś interesuje to polecam…

          "Mój język prywatny" to książka którą warto (…)

        • Radosław Pogoda

          Przez większość czasu „Trójka” jest takim samym „zaśmiecaczem głowy” jak każda inna stacja komercyjna. Bo to JEST stacja komercyjna, choć dodatkowo obciążona podatkiem (abonament anybody?)

          Poza „listą” czy telefonami do p. Kuby reszta jest taką samą mieszaniną rozpraszaczy i złych, demotywujących i depresyjnych wiadomości jak każde inne radio czy stacja TV…

          … Boszzzzz… chyba Koleżanka-Małżonka mnie za ten tekst zamorduje, bo ona jest fanatykiem „trójki”. ;)