Czego nie mówić kobiecie, która poroniła?

0
3
Czego nie mówić kobiecie, która poroniła?
Jak nie zranić kobiety, która straciła dziecko?

 

Czego nie mówić kobiecie, która poroniła, by nie przysporzyć jej dodatkowych cierpień? Dowiedz się tego, zagłębiając się w lekturę niniejszego artykułu.

Dzisiejszy wpis jest smutny, ale porusza bardzo ważną kwestię, która niestety dotyka wiele kobiet oraz ich rodzin. Mowa o poronieniu, o utracie tak wyczekiwanego i ukochanego dziecka, które nawet nie miało szans na pojawienie się na tym świecie. Pocieszanie człowieka, który przechodzi przez bardzo bolesny etap w życiu, jest trudne. Zdaję sobie z tego sprawę. Nie inaczej jest w sytuacji, gdy bliska nam osoba, nie tak dawno jeszcze przyszła mama, dowiaduje się, że jej dziecko noszone pod sercem, nie żyje.

Nie zamierzam tutaj pisać, że każda matka kocha swoje dziecko, bo wiem, że są też takie kobiety, które z różnych powodów nie żywią pozytywnych uczuć w kierunku swoich dzieci. Tym bardziej nie zamierzam oceniać nikogo. Ten wpis traktuje o matkach, które z utęsknieniem wyczekiwały swojego potomka, ale nie było im dane doczekać się go.

Czy każda forma pomocy jest dobra?

Chociaż niejednokrotnie rodzina i przyjaciele starają się, jak mogą, by dodać tej kobiecie otuchy, wesprzeć ją słowem i swoją obecnością, to nie raz taka pomoc może tylko spotęgować negatywne odczucia spowodowane traumą po stracie dziecka. Bardzo często taka pomoc jest podyktowana szczerymi i dobrymi chęciami, są ludzkim odruchem wobec tej, która cierpi. I chwała im za to, że potrafią oni okazać empatię i miłość komuś, kto właśnie przeżywa tragedię. Dlatego ważne jest, by robić to we właściwy sposób, a zasadzie unikać tego nieodpowiedniego.

Poniżej zamieszczam kilka przykładów mało trafionych form pocieszenia. Zaznajomienie się z tymi sformułowaniami pomoże nam uniknąć zranienia niedoszłych matek.

Czego nie mówić kobiecie, która poroniła?

„Ciesz się, że stało się to wcześniej, a nie pod koniec ciąży”

Nie, to nie jest żart. Tego typu słowa naprawdę są wypowiadane w kierunku kobiety, która doświadczyła poronienia. Napiszę wprost: są to słowa okrutne do granic możliwości. Czy to oznacza, że matka w pierwszym tygodniu ciąży kocha swoje maleństwo mniej, niż w drugim, czy trzecim trymestrze? Bzdura! Matka, która kocha swoje dziecko, kocha je od momentu otrzymania wiadomości, że jest w stanie błogosławionym. Matka ubóstwia swoje dzieciątko, nawet gdy planuje ciążę. Kocha je zawsze, bez względu na godzinę, dzień, miesiąc, rok czy wiek dziecka. Tak właśnie działa miłość. Znam osobę, która na wieść o ciąży zaplanowała swoje życie na wiele lat do przodu. Nie ma takiego czegoś, jak odpowiednia, lepsza lub gorsza pora na stratę ukochanej osoby.

„Czym ty się przejmujesz? Tamta już dwa razy poroniła, a teraz przecież urodziła zdrowe dziecko”

Ręce i nogi opadają! Czy takie słowa miały na celu dać komuś nadzieję? Niestety, przyniosły one odwrotny skutek do zamierzonego. Jeśli chcesz pomóc, powiedz, że po prostu jesteś przy niej, że może na ciebie liczyć. Są to proste słowa, ale mają w sobie ogromne pokłady empatii, są szczere i pełne troski. Powiedz, że myślisz o niej. Nie trzeba tutaj tworzyć skomplikowanych zdań. Te podstawowe słowa, pełne miłości są najlepsze.

Nie, kobieta nie zapomni o stracie dziecka. Takie czary się nie zdarzają, nawet gdy użyjesz najbardziej kochających słów na świecie. Jednak zrobisz coś innego. Dasz jej odczuć, że jesteś w jej życiu i nie jest sama. W ten sposób pokażesz, że myślisz o niej. To wbrew pozorom bardzo dużo.

„Czy lekarz sprawdził ci …to, tamto i jeszcze coś innego?”

Może sprawdził, może nie. Przyczyn poronienia jest wiele. Każda kobieta jest inna, tak samo, jak jej zdrowie, jak sytuacja, okoliczności itd. To, że być może lekarz nie wykonał jakiegoś badania, nie przywróci życia dziecku. Nie odnowi matczynej nadziei i szczęścia. Takie stwierdzenie po prostu przytłacza. Co więcej, wywołuje w kobiecie poczucie winy. Niedoszła matka zacznie wyrzucać sobie, że za mało się starała, nie dopilnowała, zaniedbała i spowodowała tę tragedię.

To nie prawda! Zrobiła tyle, ile w danej chwili mogła, by urodzić zdrowe dziecko. Stosowała się do zaleceń lekarza, przyjmowała te leki, wypoczywała, unikała stresu, nie podnosiła ciężarów. Takimi słowami pokazujesz, że wątpisz w jej starania. Oprócz tego podważasz jej troskę o maleństwo. To krzywdzące.

Czego nie mówić kobiecie, która poroniła? „Ty przynajmniej zaszłaś w ciążę. Wiele osób bezskutecznie stara się o dziecko”

Przecież w ciąży nie chodzi tylko o to, aby w nią zajść. Ciąża jest błogosławieństwem, ponieważ wiemy, że prowadzi do rozwoju i wydania na świat dziecka. Tak, tu chodzi o małą kruszynkę, która ma się urodzić. Sama ciąża to proces fizjologiczny – często średnio przyjemny. Trzeba znosić mdłości, bóle kręgosłupa, zawroty głowy, puchną nogi. Wiele dolegliwości towarzyszących ciąży uprzykrza życie. Jednak kobieta znosi je, bo ma świadomość, że ten niełatwy stan doprowadzi do urodzenia jej pociechy.

Gdyby ciąża nie była związana z oczekiwaniem na malucha, to wątpię, że którakolwiek kobieta chciałaby jej doświadczyć. Stwierdzenie, że inni latami starają się zajść w ciążę i nigdy nie mogą doczekać się własnego dziecka, wzmaga jedynie w kobiecie poczucie winy. Kobieta zachodzi w ciążę i co z tego, jeśli nie może trwać w tym stanie, a przecież o to chodzi. Takie pocieszenie nie jest pomocne.

„Widocznie to nie był właściwy moment na zachodzenie w ciążę”

Naprawdę? A który moment jest właściwy? Jaka data, jaki miesiąc, jaka pora roku są odpowiednie, by oczekiwać narodzin swojego potomka? Czy do poronienia dochodzi w ustalonych z góry miesiącach? Nie! Taka sytuacja może mieć miejsce o różnym czasie. Co więcej, to rodzice decydują o tym, kiedy są gotowi na powiększenie rodziny. Często zdarza się, że nawet ci, którzy nie planowali ciąży, a w nią zachodzą (moim zdaniem w ciążę zachodzi para, a nie tylko kobieta), tak samo cierpią, gdy następuje poronienie. Być może właśnie teraz są oni gotowi – bardziej niż kiedykolwiek.

Na dodatek wielokrotnie po takim stwierdzeniu padają kolejne mało trafione porady: „Nic nie dzieje się bez powodu”. Czy poronienie musi mieć powód? Nie ten fizjologiczny. Ktoś, kto wypowiada takie słowa, ma na myśli bardziej metafizyczny aspekt powodu. Czy mówi się coś takiego ludziom opłakującym śmierć męża, matki czy przyjaciela? Wątpię. Zawsze należy spojrzeć na sytuację z perspektywy drugiej osoby.

Czego nie mówić kobiecie, która poroniła? „Wiele kobiet jest w takiej samej sytuacji jak ty”

I niestety być może kierowane są do nich te same słowa. Ciężko jest traktować poronienie jak zwykłą statystykę. Mówi się, że około 25% ciąż kończy się poronieniem. Jednak kobieta, która traci swoje dziecko, wcale nie marzy o przyczynianiu się do podwyższania tego smutnego rankingu. Poronienie to przede wszystkim doświadczenie mocno wpływające na ciało i duszę kobiety.

Na dodatek, często w tych dramatycznych chwilach, ktoś proponuje kobiecie rozwiązanie, jakim jest adopcja. To nie tylko spory nietakt, ale także udzielanie porad, na które niedoszła matka raczej nie jest gotowa. Przecież podejmowanie tak istotnej decyzji, jak adopcja dziecka, nie powinno mieć miejsca pod wpływem chwili i emocji. Być może w przyszłości rodzina zdecyduje się na adopcję, gdy rzeczywiście będzie na nią przygotowana. Jednak w tej traumatycznej chwili, kobieta, która poroniła, myśli raczej o obecnej sytuacji. Nie sposób w takich okolicznościach snuć plany na przyszłość, gdy jeszcze wczoraj ta przyszłość była związana z pojawieniem się dziecka.

Słowa potrafią ranić

To pewne! Jeszcze gorzej, gdy padają one w jednym z najbardziej bolesnych dla kobiety momentów jej życia. Poronienie przynosi ból także partnerowi, rodzeństwu i całej rodzinie. Nie łatwo jest znaleźć odpowiedni sposób, na wsparcie osób opłakujących śmierć nienarodzonego dziecka. Jeśli już ktoś podejmuje się tego, to musi pamiętać, by zrobić to właściwie. Z pewnością potrzebna jest tutaj empatia.

Ten wpis nie miał na celu zarzucania złych intencji tym, którym kiedykolwiek zdarzyło się powiedzieć jedno z powyższych sformułowań. Chcę wierzyć, że nikt nie wypowiada ich z premedytacją. Najważniejsze moim zdaniem jest uświadamianie społeczeństwa, że słowa mają moc. A te kierowane do kobiety, która poroniła, powinny zawsze być przemyślane. Ważne jest też, aby cały przekaz był pełen miłości, prawdziwego wsparcia i troski. Ból spowodowany stratą dziecka nigdy się nie kończy. Jednak ciepło drugiej osoby, jej zainteresowanie i zwyczajna obecność obok cierpiącej kobiety, działa lepiej niż nie jeden antydepresant.