Artykuł konkursowy – Lidia: Zarządzanie czasem – spróbowałam i udało się!

3
1222
Zarządzanie czasem - spróbowałam i udało się - Lidia - łapkonotatka - Lifehacker

To chyba taki lifehack – zaskoczyć nas w ostatniej chwili. Ale zasady są od tego, żeby ich przestrzegać – oczywiście możecie nadsyłać swoje artykuły i różnego rodzaju lifehacki aż do godz. 23:59.
Tymczasem Lidia B. Krówka, młoda lifehackerka z Krakowa, postanowiła zawstydzić nas wszystkich kilkoma ciekawymi pomysłami na lepsze zarządzanie czasem.

Wybór tematu zdaje się być dość trudny, ale jak przystało na prawdziwą kobietę, wynika to z włączania się pewnego niecodziennego kanału w mózgu, który ja pieszczotliwie nazywam „komplikatorem„. W związku z tym, za temat mojej pracy obieram punkt trzeci, gdyż dodatkowo może w sobie zawrzeć dwa pierwsze punkty (jak zorganizowałam swoje miejsce pracy oraz moje sposoby na wykorzystanie oprogramowania w celu zwiększenia osobistej wydajności) i można popłynąć w zwierzeniach.

W dzisiejszych czasach spędzamy niesamowicie dużo czasu w pracy, czego skutkiem jest coraz mniej czasu na prywatne życie, dodatkowe zajęcia po pracy, czy banalne spotkania ze znajomymi, albo najzwyczajniej w świecie na nasze hobby.

Jak poradzić sobie z taką sytuacją, kiedy nie mamy wpływu na ograniczenie czasu spędzanego w pracy? Najskuteczniejszym sposobem jest dobre zorganizowanie własnego czasu.

Do tego celu używam kilku potrzebnych, nawet ośmieliłabym się powiedzieć niezbędnych rzeczy i programów/aplikacji komputerowych.

Jednym z nich jest standardowy kalendarz (w pracy używam terminarza, gdzie na każdy dzień mam całą stronę A5 przeznaczoną na niezbędne notatki, np. nr klienta, którego w danym dniu należy sprawdzić, kontaktować itp. oraz kalendarza w Outlooku, tego nie będę opisywać, ponieważ przypuszczam, że wszyscy go znają oraz jego funkcje.) Jednakże, postaram skupić się na organizacji mojego czasu poza pracą.

W tymże celu używam kalendarza naściennego, w moim przypadku jest to kalendarz „naszafowy”, z miejscami na krótkie notatki oraz tablicy korkowej, gdzie przywieszam karteczki z notatkami (tablica służy jako niebezpośredni „przypominacz”, gdyż nie mam tam dat do kiedy daną czynność należy wykonać).

Zarządzanie czasem - spróbowałam i udało się - Lidia - Kalendarz ścienny - Lifehacker

 

Tablicy używam dodatkowo do mniej oficjalnych celów jak przyczepianie kartek czy adresów znajomych.

 

Bez wątpienia, jako najwyższe i niezbędne narzędzie uważam Kalendarz Google. Już tłumaczę dlaczego.
Jak już wspomniałam, kalendarza Microsoft Outlook używam na co dzień w pracy, i chcąc uniknąć nieprzyjemnych konotacji, postanowiłam w domu Outlooka zastąpić Kalendarzem Google. W kalendarzu jestem w stanie zaplanować wydarzenia, zadania na najbliższy czas. Ba! Nawet na przyszły rok!

Nie zdarzyło się wam zapomnieć o świętach najbliższych? Z Kalendarzem Google nie ma takiej możliwości.

Zarządzanie czasem - spróbowałam i udało się - Lidia - Tablica korkowa - Lifehacker

 

Kalendarz Google jest w stanie wysłać przypomnienie mailowo  czy wiadomością sms, wedle potrzeby. Czyż nie jest miło dostać maila z przypomnieniem o ważnych świętach, urodzinach siostry, jakiejś rocznicy, czy chociażby wizycie u dentysty. W tym przypadku pewnie byśmy chcieli o tym zapomnieć, a tu co, Kalendarz Google wysyła nam maila lub sms z informacją, gdzie, kiedy, o której mamy zaplanowaną wizytę u stomatologa.

Zarządzanie czasem - spróbowałam i udało się - Lidia - Kalendarz Google - Lifehacker

W tymże urządzeniu robię również podstawowe notatki, tylko dla mojej informacji, takie jak dzień założenia nowych soczewek kontaktowych czy odnotowanie „tych dni”. Przyznam się, że owe notatki umieszczałam również w kalendarzu w telefonie, ale ten częściej zawodzi i bezkompromisowo przestawiłam się na internetowy kalendarz, dostępny z każdego dowolnego miejsca z siecią. I któż nie doceni walorów Kalendarza Google!?

Generalnie, te trzy narzędzia ujęłabym również w temacie, dotyczącym organizacji miejsca pracy, gdyż tablica stoi przy biurku, Kalendarz Google w laptopie a kalendarz naścienny, w zasięgu wzroku.

Kolejną godną polecenia aplikacją jest iGoogle. W związku z tym, że codziennie zaczynam dzień od uruchomienia mojego notebooka, nawet pogodę sprawdzam w Internecie, pocztę, wiadomości itp. Wszystko, jednocześnie mam ustawione w aplikacji iGoogle.

Uruchamiając przeglądarkę, mam dostęp do podstawowych wiadomości, których nie muszę dodatkowo wyszukiwać w przeglądarce, i tym właśnie sposobem oszczędzam jakże cenny i wyliczony poranny czas przed pracą.
Jak już wcześniej wspomniałam, w moim przypadku są to:

  • pogoda, przecież nikt nie lubi marznąć ani się pocić, więc lepiej się upewnić, co do warunków atmosferycznych na dany dzień;
  • Gmail, gdzie oprócz standardowych maili otrzymuję Google przypomnienia, o których niezastąpionych walorach pisałam wyżej;
  • aktualne kursy walut;
  • wiadomości z różnych portali (Gazeta.pl, czy Onet.pl, RMF24, TVN24, Pravda.sk itp.);
  • tłumacz;
  • notatnik.

Pewnie zastanawiacie się, jaki jest w tym cel i czy rzeczywiście oszczędzamy czas. Odpowiedź brzmi: jak najbardziej! Wystarczy iGoogle dostosować do własnych potrzeb tak, aby znajdowały się tam, przez nas najczęściej odwiedzane strony i aplikacje internetowe. Nie potrzebujemy wtedy co rano wyszukiwać pojedynczo w przeglądarce, ale mamy ALLinONE, że tak to w skrócie ujmę.
Dodatkowo iGoogle posiada zakładki, które możemy również wykorzystać przy „priorytetowaniu” naszych najczęściej używanych opcji. Moja osobista wydajność zostaje zwiększona poprzez udział w moim życiu tych dwóch aplikacji. Może jeszcze krótko dodam, że Gmail posiada interesującą i potrzebną opcję Etykiety, które służą jako archiwum, są czymś w rodzaju podfolderów skrzynki odbiorczej. Bardzo przydatne narzędzie, które pomaga utrzymać porządek w skrzynce mailowej.
A co do przeglądarki i zakładek polecam segregowanie ich tematycznie, bardzo pomaga w wyszukiwaniu konkretnych stron internetowych. Ja posiadam takich folderów tematycznych kilka, przykładowo: informacje, grafika, słowniki, słowackie, rosyjskie, angielskie i inne.
Tym sposobem unikamy bezcelowego przeglądania zakładek i prób doszukania tej konkretnej.

Kolejnym narzędziem, które pomaga mi nie zapominać, jest pewne przyzwyczajenie z dzieciństwa, z którego już chyba nie wyrosnę, i pomimo tylu świetnych i niezbędnych pomocy, jak kalendarze, notatniki itp. korzystam z mej niezawodnej ręki, której używam jako podręczny, niezastąpiony, nie do zgubienia, prywatny notatnik. Wydaje się to śmieszne, dziecinne i bez sensu, ale niestety wszystkie programy mają swoje lepsze i gorsze dni, a notatka na dłoni zostaje do czasu jej porządnego wyszorowania.
Generalnie używam pisaków do płyt DVD, co zwiększa trwałość danych, aczkolwiek na drugi dzień jestem w stanie zmazać zapisane wiadomości, w celu umieszczenia kolejnych, świeżych. No po prostu system jest niezastąpiony i uwierzcie, że mimo wszystkich tych programów, kalendarzy i pomocy małych żółtych karteczek, nadal korzystam i zapewne będę korzystać z pisania po łapkach.

Zarządzanie czasem - spróbowałam i udało się - Lidia - łapkonotatka - Lifehacker

 

Czasami człowiek zapomniałby o wstąpieniu do sklepu po pracy, no bo nie noszę ze sobą laptopa, czy tablicy korkowej. Wyglądałoby to co najmniej dziwnie, więc w tym przypadku sprawdzi się „łapkoNotatka„, gdyż kartę z listą zakupów zawsze można zgubić, zostawić na stole, czy jak w przypadku kobiet najczęściej bywa, w innej torebce.

Co więcej, uważam, że oszczędzamy czas na dojście do sklepu, kiedy mamy jakiś sklep po drodze z pracy, no i posiadając listę na ręce, nie muszę się wracać do domu, żeby sprawdzić, co należy kupić.
Dodatkowo, wychodząc do pracy, wynoszę śmieci do śmietnika, ponieważ kontener mam po drodze i nie muszę się specjalnie fatygować i tracić czasu na specjalne wyjście z odpadkami.

Kolejnym moim pomysłem na organizację mojego prywatnego czasu, jest sposób na czytanie książek. Uwielbiam je czytać, ale mam na to coraz mniej czasu, więc staram się wykorzystywać krótkie bezużyteczne chwile na  ich czytanie.

Jako czytelnię, wybrałam „świątynię dumania”, gdzie każdy z nas spędza pewną część swego życia, czego nie da się jednoznacznie uniknąć. Zawsze pod ręką, na pralce, czy jakiejś półce mam umieszczoną książkę i… czytam.
Książkę, oczywiście można zastąpić gazetą czy jakimś pożądanym czasopismem. W moim przypadku w większości są to książki słowackojęzyczne, których u mnie dostatek. Do pracy aktualnie dojeżdżam pociągiem i ten czas, również wykorzystuję na czytanie.

W związku z tym, że wcześniejszym środkiem transportu był bus i moja choroba lokomocyjna nie pozwalała mi czytać podczas jazdy, tenże czas wykorzystywałam na słuchanie radia, muzyki oraz audiobooków.
Przyznam się, że przede wszystkim słucham anglojęzycznych audiobooków, w celu doskonalenia swoich zdolności językowych, a tak na serio, po to, abym nie zapomniała języka angielskiego, gdyż moim językiem komunikacji w pracy jest język słowacki i czeski, w związku z czym angielski poszedł w odstawkę, a z braku czasu na dodatkowe lekcje angielskiego korzystam z plusów, jakie daje słuchanie audiobooków.

Może wystarczy moich pomysłów na życie, inne zostawię na kolejny artykuł. Jak najbardziej polecam wszystkie wyżej wymienione przeze mnie aplikacje i sposoby organizowania swojego czasu.

Mam ogromną nadzieję, że się komuś przydadzą, i w ten sposób zyskacie więcej czasu dla siebie lub swoich bliskich.

Jeżeli podoba Wam się ten artykuł konkursowy, powiedzcie nam o tym tuż pod artykułem w komentarzach. Przy okazji zwiększy to szanse Lidii na wygraną ;)