3 techniki na sprawdzenie, których rzeczy powinniśmy się pozbyć

5
916
Moduł sprawdzania pisowni OrphusWidzisz błąd na stronie? Zaznacz i kliknij Ctrl+Enter
3 techniki na sprawdzenie, których rzeczy powinniśmy się pozbyć

Jak to jest, że jedni mogą podejmować gości, mieszkając w mieszkaniu o powierzchni 11,86 m², podczas gdy sukcesywnie powiększają „stan posiadania”, popadając w długi i stres oraz przyczyniając się do zwiększenia emisji dwutlenku węgla? Co gorsza, przywiązujemy się emocjonalnie do swoich skarbów, a przez to coraz ciężej jest nam z nimi się rozstać.

Pamiętacie, na czym polega zasadnicza różnica pomiędzy minimalistą a chomikiem: pierwszy, widząc pudło, myśli o tym, co można do niego WYrzucić, drugi – co Wrzucić.

A teraz przypomnijcie sobie, jak czuliście się podczas przeprowadzki? „Boże, skąd mam to wszystko?” Wtedy zaczynają nam otwierać się oczy na to, jak bardzo zagracone mieliśmy mieszkanie. Jak zatem sprawdzić, których niepotrzebnych rzeczy powinniśmy się pozbyć?

(CC BY 2.0 edkohler remix)

Carl Richards z The New York Times proponuje 3 strategie na pozbycie się zbędnych rzeczy. Co je łączy? Próba wyobrażenia sobie, że planujemy wyjazd lub przeprowadzkę na stałe.

1. Przeprowadzka. Jakkolwiek uciążliwy może wydawać się pierwsza technika, efekt będzie piorunujący: Richards proponuje wynieść wszystkie graty z  pokoju.
Nie jest tajemnicą, że podczas wynoszenia zrobimy w głowie szybką kalkulację, co jest nam naprawdę potrzebne, a co jedynie zajmuje nam dodatkową przestrzeń. Są nawet ludzie, którzy od czasu do czasu zmieniają miejsce zamieszkania, ponieważ strach przed targaniem dziesiątek i setek kilogramów rzeczy skuteczne dyscyplinuje.

Wracając do naszej techniki, sprawdzamy, których z tych rzeczy możemy się pozbyć. Następnie powtarzamy ten „zabieg” w kolejnych pokojach. A przy okazji porównajcie ją z tym: robienie porządków metodą tabula rasa.

2. Wyjazd na wakacje. Planując wakacje, możemy ze zdziwieniem odkryć, jak raząco różni się to, co mamy na liście (liście niezbędnych rzeczy, racja?) od tego, czym otaczamy się na co dzień.
Można dyskutować, czy da się żyć na co dzień jak Andrew Hyde, który ma 15 rzeczy, ale na pewno jest to jakiś punkt orientacyjny.

3. Policzenie ilości rzeczy na 1 m². Jakoś zapominamy o tym, że jest to coś, za co płacimy co miesiąc (ogrzewanie, czynsz itd. są liczone od ilości „kwadratów”). Ile wynosiłyby opłaty, gdybyśmy mieli mniej rzeczy? Być może moglibyśmy dzięki temu przenieść się do mniejszego mieszkania?
Richards podkreśla, że płacimy za korzystanie (no właśnie – w wielu przypadkach raczej przechowywanie) wielu rzeczy już PO zakupie.

Na koniec w ramach podsumowania należy podkreślić, że nie każdy dojrzewa do tego, by zostać minimalistą i żyć mniej więcej tak. Jednak ważniejsze tu jest co innego: mieć świadomość tego, że to, co już mamy oraz to, co dopiero zamierzamy kupić, jest nam rzeczywiście potrzebne.

Czy panujecie nad ilością rzeczy w swoich mieszkaniach? Jakie techniki stosujecie? Odezwijcie się w komentarzach.