Spece od marketingu bez przerwy starają się wciągnąć nas w różne gry: zbieranie wylatanych mil w programach lojalnościowych linii lotniczych, naklejki z lodów, które po zgromadzeniu ośmiu sztuk upoważniają do otrzymania jednego loda za darmo, numerki pod nakrętkami napojów chłodzących, za które można pobrać darmową piosenkę itd. Podobnych sztuczek można użyć do tego, by się zmotywować do pracy.

Czy marzyłeś kiedyś o tym, by móc zbijać kolejne pozycje na liście zadań niczym pasujące klocki w Tetrisie albo monety w Super Mario Bros? No cóż, uporządkowanie i umycie lodówki raczej nigdy nie będzie tak satysfakcjonujące jak rozgromienie nawału przeciwników w Halo, lecz jeśli uda Ci się przeistoczyć poważne przedsięwzięcie w grę z poziomami, punktami, nagrodami i odrobiną zdrowej konkurencji, to nawet najtrudniejsze zadania uda Ci się rozwiązać z przyjemnością.

Jak poradzić z prawie każdym zadaniem Zamień je w grę

(Christophe Jacrot – Hong Kong in the Rain)

1. Przejdź na następny poziom

Podziel zadanie na części i stwórz „zadaniomierz”, który będzie odnotowywał postępy w ich realizacji. Na pewno widziałeś „termometry” ilustrujące postęp w gromadzeniu środków w trakcie zbiórek na rzecz jakiejś fundacji — czerwony pasek z podziałką, wydłużający się w miarę zbierania potrzebnej kwoty. W analogiczny sposób możesz narysować osobisty pasek postępu, prowadzący do ukończenia zadania.

Ta technika sprawdza się zwłaszcza w przypadku projektów zespołowych.
Powiedzmy, że masz do opracowania 10-stronicowy konspekt najbliższych zajęć. Zanim zaczniesz pisać, narysuj pasek podzielony na dziesięć części, na przykład na tablicy suchościeralnej albo na kartce przypiętej do zwykłej tablicy korkowej. Po napisaniu każdej kolejnej strony zamaluj następną część paska. Wierz mi lub nie, ale nawet tak prosta sztuczka jak przejście do następnego etapu może być wspaniałym motywatorem.

2. Współpracuj, współzawodnicz i nagradzaj się

Najlepszy sposób na to, by pozbyć się słowa paskudne z określenia paskudne zadanie, polega na przekonaniu kogoś do wspólnej pracy. Spróbuj zaaranżować coś w rodzaju przyjacielskiego współzawodnictwa, które ułatwi Ci przebrnięcie przez piętrzące się przeszkody. Wspólnie ustalcie jakąś nagrodę za ukończenie misji.

Na przykład ja należę do wiecznie spóźniających się ludzi, podobnie zresztą jak mój brat. Przez pewien czas pracowaliśmy w jednym biurze i jeździliśmy razem do pracy — umówiliśmy się, że będziemy się podwozić na przemian. Określiliśmy godzinę, o której powinniśmy być gotowi na przyjazd drugiego i gdy jeden z nas się spóźniał, oznaczaliśmy to w kalendarzu. Z upływem czasu sprecyzowaliśmy reguły naszej prostej gry, a konkurencja się zaostrzyła. Zsynchronizowaliśmy zegarki i określiliśmy 60-sekundowy czas dopuszczalnego spóźnienia, zaś ten, który pierwszy uzbierał pięć spóźnień, musiał postawić drugiemu obiad. Efekt? Spóźnialiśmy się do pracy o wiele rzadziej niż dotychczas, ba — zdarzało się nam być wcześniej.

Zabawne, że z czasem chodziło już nie o darmowy obiad czy nawet o sam fakt niespóźniania się do pracy, lecz o współzawodnictwo, o prostą grę, która może dodać szczyptę emocji nawet o 6:45 nad ranem. (Uwaga: taki układ sprawdza się szczególnie dobrze, jeśli masz ambitnego brata!).

3. Przekup się

Trudne zadania mogą się stać odrobinę przyjemniejsze, jeśli zwieńczysz je nagrodą lub jakąś rozrywką, która osłodzi Ci dotarcie do finiszu. Jeśli na przykład zostawiłeś ostatni epizod ulubionego serialu, zgrany na iPoda, by obejrzeć go w trakcie treningu na bieżni, to z pewnością dasz z siebie wszystko, aby wytrzymać do końca! Jeżeli obiecałeś sobie pysznego shake’a po zakończeniu prezentacji albo wyszukany napój kawowy w nagrodę za poprowadzenie spotkania, do którego przygotowywałeś się przez cały tydzień, to będziesz miał poczucie zasłużonej nagrody, a zarazem zobaczysz małe światełko w tunelu.

4. Mierz czas

Jedna z najskuteczniejszych sztuczek na zwiększenie efektywności pracy polega na podzieleniu dużych zadań na małe, skondensowane części, wymagające skupienia przez krótki okres.

Na prezentacji „Putting the Fun into Functional” autorstwa Amy Jo Kim, przedstawionej na konferencji nowych technologii wydawnictwa O’Reilly w marcu 2006 roku, zostało wytłumaczone, dlaczego należy ustawiać alarm, zanim weźmiemy się do pracy. Przeczytaj →Mierz czas, by zwiększyć efektywność swoich działań

Do mierzenia czasu zrywów lepiej nadaje się czasomierz — nazwijmy to — „sprzętowy” (taki jak minutnik do jajek, zegar kuchenny albo stoper). Dzieje się tak dlatego, że jest to całkowicie osobny, niezależny obiekt, który nie zostanie zakopany gdzieś na pasku zadań komputera lub zasłonięty przez inne okno. Fizyczny, namacalny czasomierz trzeba wziąć do ręki i wyzerować, to zaś wymaga zdjęcia rąk z myszki i klawiatury i zrobienia czegoś innego. Takie działanie wybija z transu, pozwala przenieść wzrok z monitora, zachęca do wstania, rozciągnięcia się, zrobienia kilku kroków, podczas gdy w przypadku programu do mierzenia czasu czas alarmu i czas relaksuzapewne potraktowałbyś jako świetną okazję do sprawdzenia wyników meczów w internecie.
Przy kreatywnych zrywach, wymagających intensywnego skupienia przedkomputerem, ważna jest możliwość choćby chwilowej zmiany sposobu działania.

Istnieje mnóstwo programów do mierzenia czasu. Sprawdź kilka z nich, które zasugerowaliśmy w osobnym artykule o tym, jak zwalczać lenistwo.

W powyższym artykule zostały wykorzystane fragmenty książki „Lifehacker. Jak żyć i pracować z głową”, która ukaże się nakładem naszych przyjaciół z Wydawnictwa Helion (w realizacji 26 kwietnia 2012 r.).
Już dziś dostępna jest w przedsprzedaży.

Print Friendly